sobota, 31 grudnia 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Pretensjonalne banialuki zapracowanego Malicka


Jeśli na „Drzewo życia”, zwycięzcę tegorocznego festiwalu w Cannes, nie udało się Wam dojść, to musicie wiedzieć, że jesteście w przytłaczającej większości tych, którzy olali najnowszy film Malicka. Film wszedł na ekrany kin w połowie roku i przemknął niezauważenie nie wywołując nawet większych dyskusji. Mam nawet wrażenie, że więcej się o nim mówiło przed premierą (i w czasie prezentacji w Cannes) niż po oficjalnym debiucie na ekranach rodzimych kin. Powody są w gruncie rzeczy dwa i można je zawrzeć w jednym zdaniu: kino artystyczne okazało się marketingową kulą u nogi. Niestety. 
A Malick się nie poddaje i szykuje nowe filmy, z których każdy może być wydarzeniem i każdy sromotną porażką. 


Malick i Bale na planie nowego filmu


czwartek, 29 grudnia 2011

Autor: Anielski Pył

W oczekiwaniu na Prometeusza: moja przygoda z sagą Obcy

Intrygujący trailer Prometeusza, prequela słynnej sagi s-f o krwiożerczej istocie z otchłani kosmosu, rozpaliła we mnie tlący się jeszcze żar nostalgii. Nie będę Was jednak zanudzał skrótowymi opisami każdej z czterech odsłon Obcego, zmianami reżyserów, konwencji, gdyż o tym wiecie już zapewne wszystko. Chciałbym w tym miejscu opisać okoliczności, w jakich po raz pierwszy zetknąłem się z poszczególnymi częściami, a także wrażenia po zapoznaniu się w klasykami kina fantastyczno-naukowego. Moja przygoda z ksenomorfami może Was zaciekawić, ponieważ zaczęła się niezwykle późno, latem 2005 roku...


wtorek, 27 grudnia 2011

Autor: Rafał Donica

Rzuć palenie z Olafem

Reklama zdrowych elektronicznych papierosów Cigger daje zdrowo popalić i od kilku dni robi w Internecie prawdziwą furorę. Jest ilustracją powiedzenia „nieważne jak, ważne żeby mówili” – bo o marce Cigger dowiedziało się w ciągu kilku dni kilkaset tysięcy ludzi. Niniejszym wpisem również chciał nie chciał, pomagam promować Ciggery, więc co by nie mówić o poziomie cyklu reklam z Olafem Lubaszenko, marketingowy cel został osiągnięty – produkt w mgnieniu oka stał się rozpoznawalny. Załóżmy dwie wersje: pierwsza – reklama została zrobiona przez kompletnych nieudaczników. Pomysł skrzyżowania wijących się na drugim planie prostytutek, z palącym Ciggera Panem Olafem na planie pierwszym wydaje się pochodzić z kompletnie innej planety, której mieszkańcom usługi matrymonialne kojarzą się z paleniem „zdrowego” papierosa. Dodając do tego bełkot, przy pomocy którego aktor wypowiada pytanie „Paliłeś już Ciggare?” oraz co najmniej dziwne miny Olafa Lubaszenko, który wykrzywia się w różne strony i błazeńsko uśmiecha, otrzymujemy reklamę-potworka, gorszą od Adama Małysza rozsypującego herbatę i krzyczącego „Ło Jezu!” na widok zboczeńca przebranego za czajnik.

sobota, 24 grudnia 2011

Autor: Rafał Donica

Trailery fanowskie

Kilka miesięcy temu pisałem o fake trailerach nieistniejących filmów, a dziś rzecz będzie (krótko bo krótko) o trailerach znanych filmów, które dzięki sztuce montażu i wyobraźni internautów zmieniły swój gatunek z komedii na horror lub vice versa, tudzież zaprezentowały fragmenty filmu zanim te… zostały nakręcone. A że mamy okoliczności okołoświąteczne, na pierwszy ogień „Kevin sam w domu” jako thriller…

środa, 21 grudnia 2011

Autor: Anielski Pył

Zwiastun Hobbita! Czy trzeba coś dodawać?

W momencie gdy piszę te słowa jest prawie piąta rano, ja jednak ani myślę kłaść się do wyra. Przed kilkoma minutami zajrzałem bez większych nadziei na YouTube'a, by po chwili uświadomić sobie, że przez najbliższą dobę spał już nie będę. Oto jest, wylądował! Pierwszy oficjalny zwiastun pierwszej części megabudżetowego prologu trylogii Władca Pierścieni - Hobbit: Niezwykła podróż. Obawiałem się, że przy okazji pierwszej zajawki Hobbita otrzymamy minutę statycznych napisów i co najwyżej pół minuty "migawek" z właściwego materiału filmowego. A tutaj taka niespodzianka! Przed Wami dwie i pół minuty jacksonowskiego mięska. W rozwinięciu znajduje się skrótowa analiza zwiastuna, dlatego osoby, które nie zapoznały się dotąd z książką Tolkiena, czytają dalej na własną odpowiedzialność, mimo że jakichś ogromnych spoilerów tam nie zamieściłem.

wtorek, 20 grudnia 2011

Autor: Motoduf

Why, Dario, why!?

Zabrzmi to jak banał, ale trudno: filmy Dario Argento albo się kocha albo nienawidzi. Nie ma chyba drugiego reżysera, do którego ta formułka pasowałaby bardziej. Kicz, camp, orgia kolorów, obłędna muzyką i pretekstowa fabuła – u Argento pojęcie wiarygodności po prostu nie funkcjonuje. Groteska łączy się tu z makabrą, a baśniowość z ostrym rockiem, co chwila pobrzmiewającym gdzieś w tle. Logika wydarzeń czasami działa, a czasami nie, aktorzy grają tak, jakby wszystkie swoje umiejętności zostawili w pokoju hotelowym. Ale w całym tym szaleństwie jest (a w każdym razie była) metoda. Argento jak nikt inny potrafił budować klimat, zaskakiwać nagłymi woltami, grać na emocjach. Odwoływał się przy tym do całej gamy sprawdzonych chwytów (można by z nich ułożyć małą encyklopedię), korzystał z dziedzictwa ekspresjonizmu niemieckiego, wkładał wydarzenia w nawias poetyki snu. Zresztą, żeby nie być gołosłownym, poniżej wklejam krótką scenkę z „Suspirii”, która idealnie ilustruje, jak wygląda styl „dawnego” Argento:


piątek, 16 grudnia 2011

Autor: Motoduf

Stara-młoda Charlize Theron


Jason Reitman ma 34 lata i tylko trzy filmy na koncie, ale pomimo to można już mówić o nim jako o dojrzałym, w pełni ukształtowanym i świadomym swojego talentu twórcy. Zadebiutował pięć lat temu niskobudżetowym „Dziękujemy za palenie” – szalenie inteligentną, niepoprawną satyrą o wyrachowanym PR-owcu koncernu tytoniowego, który zostaje zmuszony do zrewidowania własnych poglądów. Reitman dał się tu poznać nie tylko jako reżyserski outsider, posiadający odpowiednią ilość odwagi, by już swój pierwszy film kręcić „na przekór”, ale przede wszystkim jako bystry, obyty z filmową materią (Jason od dzieciństwa towarzyszył na planie swojemu ojcu, Ivanowi) obserwator. Zamiast uciec się do bezpiecznej agitacji, wstąpił na grząski w wypadku takiej tematyki grunt obiektywizmu – nie oceniał, nie krytykował, zachęcał do samodzielnego myślenia. A przy tym opowiedział zgrabnie napisaną, wciągającą historię, ubraną w płaszczyk sarkastycznego komediodramatu.



poniedziałek, 12 grudnia 2011

Autor: Rafał Donica

Mission: Vivaldi

Blog to fajna rzecz. Pozwala szybko i skutecznie dzielić się z czytelnikami przemyśleniami na temat trailerów i newsów ze świata filmu. Masz coś ciekawego do przekazania/pokazania, wstukujesz kilka słów i tysiące osób w ciągu kilku minut dowiaduje się co ci w filmowej duszy gra. Strona Klubu Miłośników Filmu rządzi się swoimi prawami. Na jej łamach nigdy nie mogłem pokazać światu poniższego filmiku, bo nie pasował do żadnego działu. A na blogu mogę. Za „Mission: Vivaldi” stoję ja, jako pomysłodawca (i jakby nie patrzeć odkrywca – o czym szerzej na końcu wpisu) oraz były członek KMF – Adi (jako montażysta, który skleił do kupy obraz i muzykę). Ważne – zanim obejrzycie poniższą montażówkę, proponuję abyście zapoznali się z krótką genezą jej powstania. Możecie też najpierw obejrzeć, a później przeczytać. I jeszcze raz obejrzeć.

piątek, 9 grudnia 2011

Autor: Motoduf

Kosmiczna rozpierducha od Luca Zawodowca

Kiedyś powszechnie uwielbiany wizjoner, dziś król filmowego rynsztoku – Luc Besson osiągnął w połowie lat dziewięćdziesiątych szczyt, z którego od tej pory ciągle spada. Kolejne próby powrotu na reżyserski stołek, podejmowane regularnie przez Luca, spełzają na niczym, a firmowanej jego nazwiskiem serii filmów o przygodach Artura nie chcą oglądać nawet najmniej wymagające dzieciaki. Twórca „Leona zawodowca” jako reżyser właściwie dzisiaj nie istnieje, ale nie przeszkadza mu to w produkowaniu co najmniej dwóch przeciętnych filmów akcji rocznie – napisanych zwykle przez samego Bessona i wyreżyserowanych przez nikomu nieznanych debiutantów.


wtorek, 6 grudnia 2011

Autor: Gigacz

Gówno za pół miliona złotych

Zbliża się Euro 2012. Drogi w budowie, stadiony ponoć też. Już niedługo czeka nas euforia, masowe sprzątanie … to znaczy picowanie miast i cały ten cyrk związany z Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej.

Co będzie głównym miejscem zainteresowań mediów? Oczywiście nasza super-świetna-najlepsza stolica – Warszawa. Trzeba więc rozreklamować miasto, a jak wiadomo najlepszym tego sposobem jest reklama telewizyjna. Oto efekt:


środa, 30 listopada 2011

Autor: Rafał Donica

Noc reklamożerców 2011

Przez wiele lat unikałem „Nocy reklamożerców” jak ognia. Telewizja i radio (internet zresztą też) codziennie i nad wyraz skutecznie uprzykrzają życie, bombardując nas informacjami o piwach, proszkach, podpaskach, środkach na gazy i na niewyraźny wygląd. Myślałem sobie, że trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby iść do kina na całą noc reklam i jeszcze za to płacić. Głupi byłem. Ale do rzeczy, czyli... zapraszamy do reklamy! Czołówka pochodzi z edycji 2009, bo tegorocznej nie udało mi się znaleźć, a chciałem zapoznać Was z muzycznym motywem przewodnim imprezy).

poniedziałek, 28 listopada 2011

Autor: tomashec

Witajcie w świecie Cormana!

Człowiek-legenda. Filmowiec o ogromnej wyobraźni i z szalonymi pomysłami. Roger Corman. Stojący w cieniu amerykańskiego, mainstreamowego biznesu filmowego doczekał się dokumentu, który przybliży jego osobę niezorientowanym. Witajcie w "Świecie Cormana"!

sobota, 26 listopada 2011

Autor: Hitch

Rozmyślania przy szlugu #2: Nauka spotyka zakazaną miłość

Miało nie być więcej "Rozmyślań przy szlugu". Głupio brzmiałyby rozmyślania przy e-papierosie, gryzieniu długopisu czy szklance soku, a ja ostatnio przegrałem bitwę z nałogiem (ale nie wojnę!). Także oto ćmiąc sobie (uwaga, product placement) Lucky Strike'a ponownie rozmyślam o bzdetnych detalach. Pech chciał, że znowu pada na dzieło Jamesa Camerona, choć tym razem może raczej "dzieło".


Jak to? ZNOWU ginę na końcu?!


czwartek, 24 listopada 2011

Autor: Rafał Donica

Złote Natasze rozdane!

Moje recenzje, oprócz publikowanych na FILM.ORG.PL, od półtora roku znajdują także miejsce na łamach FILMu. Jako recenzent rzeczonego miesięcznika, otrzymałem dwuosobowe zaproszenie na Galę wręczenia Złotych Kaczek za sezon 2010/2011, które odbyło się 22 listopada w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Większość z Was widziała zapewne galę w TVP1, ograniczę się więc do opisania tego, czego w telewizji nie było widać i jak to wygląda od środka, z perspektywy uczestnika gali. Na rozgrzewkę nasze zdjęcie na czerwonym dywanie:

środa, 23 listopada 2011

Autor: artu

Soap horror

Panowie Ryan Murphy i Brad Falchuk wpadli kiedyś na pomysł, by przy pomocy opery mydlanej i hektolitrów wysysanego tłuszczu opowiedzieć dużo ważnych rzeczy na temat koszmarów tożsamościowych i problemów emocjonalnych tak zwanego współczesnego człowieka. Tak powstał Nip/Tuck, po polsku Bez skazy, jeden z najbardziej elektryzujących seriali ostatniej dekady (możecie przeczytać, że w historii telewizji). Po odrzuconym przez stację FX projekcie Pretty Handsome i trzech latach z Glee, panowie powrócili "na kabel", wymieniając sterylne wnętrza kliniki McNamara/Troy na ponure wnętrza Domu Mordu. Skoro koszmary, to koszmary. Przed państwem American Horror Story - epickie i ociekające kampem. Ociekające, o, tak:


wtorek, 22 listopada 2011

Autor: Gigacz

Znacie to uczucie?

W miniony piątek doświadczyłem chyba najmilszego filmowego przeżycia jakiego można doznać. MÓJ film na srebrnym ekranie. Mówię wam... niezapomniane uczucie!

niedziela, 20 listopada 2011

Autor: Anielski Pył

Filmowy debiut kultowego prawnika

W świecie filmu, podobnie jak np. w branży gier wideo, zwykliśmy narzekać na tony wytartych klisz, sztywnych schematów, czy na wyeksploatowane gatunkowe szablony. Kiedy na ekranach kin debiutują kolejne akcyjniaki z Jasonem "robię salto na krześle" Stathamem oraz pozbawione duszy letnie blockbustery, recenzenci - w tym nierzadko i ja - torpedujemy nieświeże wyroby producentów/scenarzystów sarkazmem i ironią. Paradoks polega jednak na tym, że kiedy już pojawiają się jakieś oryginalne i ciekawe pozycje, większość z nich średnio radzi sobie w kasach, co przekłada się na ich znikomą popularność. Warto zatem dać czasem szansę obrazom, które z racji swojej specyfiki czy kraju pochodzenia, wydają się dziwne i niezrozumiałe, tym bardziej, jeśli za kamerą staje uznany już twórca. W tym miejscu chciałbym zareklamować Wam najnowszy film Takashiego Miike, twórcy Trzynastu zabójców, Nieodebranego połączenia oraz Gry wstępnej, będący adaptacją przesympatycznej serii gier na przenośne konsole Nintendo - Ace Attorney. Bądźcie świadkami rozpraw sądowych z udziałem Phoenixa Wrighta, adwokata, za sprawą którego w czasie procesu dzieją się dosłownie cuda! Tytuł filmowej adaptacji Phoenixa Wrighta z konsoli DS, to Turnabout Courtroom.

piątek, 18 listopada 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Bitwa na Śnieżki


Co się porobiło. Ostatnio pojawiły się dwa zwiastuny filmów bliźniaczo do siebie podobnych, z których każdy wygląda powalająco, choć można mieć wiele wątpliwości co do efektu finalnego. 

Czas na pojedynek dziewic! 

środa, 16 listopada 2011

Autor: Anielski Pył

Marvel nie taki znowu cudny

Za sprawą wielkiego sukcesu Batmana Tima Burtona (1989), w Hollywood nastała moda na filmowe adaptacje znanych i mniej znanych komiksów. Poza sequelem filmu Burtona ciężko uznać większość tego typu produkcji z lat 90. za udane. Marvel wszedł na nieznany sobie rejon z przytupem za sprawą X-Men w reżyserii Bryana Singera (2000). Od tej pory przez kina przetoczyły się dokładnie dwadzieścia trzy filmy na licencji komiksów Stana Lee i innych rysowników/scenarzystów Marvela. Poziom tych produkcji to prawdziwa sinusoida - obok świetnej trylogii o mutantach, najlepszego Punishera (2004) czy Hulka Anga Lee, stoją: infantylna trylogia Spider-Man, głupkowate do potęgi n-tej Fantastic Four czy fatalna dokrętka do tematu X-Menów, czyli Wolverine. Od 2008 roku ruszyła seria filmów "superbohaterskich", które dzieją się w jednym uniwersum, a za zadanie mają wprowadzić wszystkich bohaterów do planowanych na 2012 rok The Avengers. I mimo świetnych wyników w box office oraz planowanych sequeli, moim zdaniem wyszło to średnio...

niedziela, 13 listopada 2011

Autor: Rafał Donica

TERMINATOR 2 - 20 lat minęło!

My tu gadu gadu o kartonach, tymczasem „Terminator 2” skończył 20 lat! Tak, tak, arcydzieło kina akcji spod ręki mistrza, powstało równo dwie dekady temu - ależ ten czas szybko leci. Amerykańska premiera „Dnia Sądu” miała miejsce 1 lipca 1991. Polacy dostali „Terminatora 2” z duuużym poślizgiem, bo dopiero 5 maja 1992, jako prawie ostatnie państwo na świecie. Gorzej mieli tylko Chińczycy, którzy mogli zobaczyć „T2” dopiero w 2000 roku. Epicki rozmach widowiska science fiction w reżyserii Jamesa Camerona tworzyły przełomowe efekty specjalne (których prekursorem była wodna wstęga ze starszej o 2 lata „Głębi”), z prologiem, który do dziś powoduje przysłowiowy opad szczęki. „T2” to także jedna z najlepszych ról Arnolda Schwarzeneggera, świetny scenariusz i sceny akcji, które można maglować w nieskończoność - moją ulubioną jest pierwsze starcie T-800 z T-1000 w centrum handlowym. Film pomimo 20 lat na karku nie zestarzał się nawet o minutę, a każdy seans gwarantuje wciąż te same emocje. Pewnie dlatego „Terminator 2” wygrał ostatnio w plebiscycie KMF na „Najlepsze filmy dekady 1990-1999…


piątek, 11 listopada 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Najbardziej kontrowersyjny polski serial


Jest taki serial, który jara od jakiegoś czasu mnie niesamowicie, przyciąga przed telewizor, jak żaden inny (i chyba jedyny, bo tv nie daje tego, co daje ogólnie pojęta sieć, if ju noł łot aj min). Poza tym jest dobry, fajny, intrygujący. I mocno kontrowersyjny. Lubię barrrdzo. 

Rodzinka.pl. Ano. 


czwartek, 10 listopada 2011

Autor: Anielski Pył

Berserk naciera na kina

Berserk to bodajże jedyny tak udany romans Japończyków z tematyką zachodniego fantasy. Powstała  wprawdzie jeszcze udana seria komediowa Slayers, a także utrzymane w klimacie gry RPG Kroniki Wojny na Lodoss, jednak manga autorstwa Kentarou Miury to najwyższej klasy produkt dark fantasy. 37-tomowa (na dziś) manga traktuje o losach wojownika Gutsa, który przyłącza się do drużyny najemników o nazwie Banda Jastrzębia. Przewodzi im charyzmatyczny Griffith, mężczyzna o anielskiej aparycji, wybitny strateg i wielki wojownik. Historia Gutsa zaczyna się jednak nieco wcześniej, kiedy poznajemy go, jako pozbawionego oka i ramienia wkurwionego zabijakę, któremu jakimś cudem nie obce jest współczucie. Następnie śledzimy jego karierę w Bandzie Jastrzębia w formie retrospekcji, zachodząc w głowę, jak to możliwe, że jego przyjaźń z Griffithem przerodziła się w skrajną nienawiść, a sam Guts został tak okaleczony. Wszystko to i tak jest zaledwie wstępem do arcybrutalnej, epickiej, przepełnionej seksem historii, w której konwencja fantasy jest tylko pretekstem do analizy tej części natury człowieka, o której na ogół wolimy nie pamiętać. W roku 1997 powstał 25-odcinkowy serial, który skupił się na opisanym przeze mnie prologu i, mimo że był całkiem niezły, to obrazkowa historia pana Miury zasługiwała na znacznie więcej.


wtorek, 8 listopada 2011

Autor: Rafał Donica

K jak Kartony

Dziwnie się czuję... Bardzo boli mnie głowa - powie roztrzęsiona Hanka Mostowiak do swojej siostry Anny. Parę minut wcześniej pod koła samochodu Hanki o mały włos nie wpadnie mała dziewczynka idąca poboczem. By tego uniknąć prowadzone przez Mostowiakową auto zahamuje i wykona gwałtowny skręt. Tylko pozornie jedynym skutkiem tego zdarzenia będzie drobna rana na czole Anny... (ze strony katowice.naszemiasto.pl )

piątek, 4 listopada 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Król wraca na tron

Są takie filmy, na które czeka się przebierając w miejscu nogami. Nie dlatego, że fabuła brzmi intrygująco, a za całokształt odpowiada sprawdzony twórca. Samo wystąpienie jakiegoś aktora w moim przypadku nigdy nie było wystarczającym wabikiem, bo aktorzy jak to aktorzy - nie zawsze wiadomo czego się po nich spodziewać, tym bardziej jeśli i reżyser, i opowieść, w której biorą udział, nie podniecają wystarczająco mocno.

Ale jest wyjątek. Nazwisko ma Schwarzenegger. Pojawiło się właśnie pierwsze zdjęcie z filmu, w którym gra główną rolę.


wtorek, 1 listopada 2011

Autor: Anielski Pył

Kat shoguna: Samotny Wilk i Szczenię - recenzja

Kiedy Dux zapytał, czy jest ktoś chętny, aby zrecenzować wydanego u nas na DVD przez 9th Plan Kata shoguna, zgłosiłem się bez chwili zastanowienia. Każdy z Was, kto w miarę regularnie odwiedza stronę oraz blog Klubu Miłośników Filmu, wie, że kino azjatyckie darzę wielkim uczuciem. A kiedy japońska produkcja traktować ma o samurajach czy ninja, moje serce tańczy z podniecenia. W dodatku całkiem niedawno obejrzałem świetnych 13 zabójców w reżyserii Takashiego Miike. Background pod seans Kata... miałem zatem znakomity, z tym większym żalem muszę stwierdzić, że było to dla mnie półtorej godziny prawdziwej drogi przez mękę...


niedziela, 30 października 2011

Autor: Rafał Donica

Spectacular! Spectacular!

Cykl „Mission: Impossible” można śmiało ogłosić opus magnum Toma Cruise’a. Co tam nominacja do Oscara za „Magnolię”, kultowa rola w kultowym „Top Gun”, dramatyczna kreacja w „Rain Man” czy demoniczny „Wywiad z wampirem”. Tom Cruise to Ethan Hunt i już. W każdym filmie liczącego cztery już części cyklu, niezależnie od nazwiska reżysera napisanego na oparciu krzesła, to Cruise odciska największe piętno, to na nim skupia się kamera, to do niego należą najbardziej widowiskowe numery, to wreszcie jego buźka jako najważniejsza i jedyna świeci na plakatach. Niedługo premiera czwartej części „Mission: Impossible” pod tytułem „Ghost Protocol” (pierwszy raz w historii cyklu pojawia się podtytuł). Zapraszam was do obejrzenia cholernie spektakularnego trailera, w którym po raz kolejny Tom Cruise ucieka przed eksplozjami, skacze z budynków i pakuje się w najniebezpieczniejsze niebezpieczeństwa.

środa, 26 października 2011

Autor: Anielski Pył

Twórca Oldboya debiutuje w Hollywood

Koreański reżyser i scenarzysta, Park Chan-Wook, posiada w swojej filmografii co najmniej cztery filmy, które określiłbym jako must-see. Na pierwszym miejscu postawiłbym słynną "Trylogię zemsty", na którą składają się: skonstruowany na wzór tragedii antycznej Pan Zemsta, ubrany w barokowe szaty i niezwykle brutalny Oldboy, wreszcie obraz będący syntezą treści i formy dwóch poprzednich filmów, czyli Pani Zemsta. Jeśli dodać do tego przejmujące Joint Security Area, w którym Park mierzy się z problematyką Północ - Południe, otrzymujemy obraz twórcy z własnym, wypracowanym stylem, który filmową materią potrafi bawić się na wysokim poziomie. Po uznanego na świecie reżysera postanowiło sięgnąć w końcu Hollywood, a powodów, dla których warto czekać na jego pierwszy anglojęzyczny film Stoker, jest co najmniej kilka.

poniedziałek, 24 października 2011

Autor: Rafał Donica

Wyrób akiropodobny?

Niech podniesie rękę ten, kto po seansie „Cudownego dziecka” (1986 r.) nie wpatrywał się w pustą butelkę stojącą na stole, wykrzywiając twarz w skupieniu, i nie próbował przesunąć jej bez dotykania. I choć niejeden z nas czerwieniał na twarzy ze skupienia i wyglądał jakby miał zatwardzenie, butelka ani drgnęła. Marzenia o, już nie tyle przesuwaniu, co niszczeniu przedmiotów i przeciwników za pomocą telepatii, powróciły wraz z anime „Akira” (1988 r.). Film Katsuhiro Otomo do dziś pozostaje moim numerem jeden w kategorii animacji, uważam go też za jedną z najlepiej napisanych fabuł, z fantastycznymi scenami akcji (nieograniczanymi ani budżetem, ani możliwościami komputerów) i postaciami, z Kanedą i Tetsuo na czele. Ten cherlawy gnojek, takie trochę popychadło klasowe, po odkryciu w sobie supermocy, przeistacza się w machinę zniszczenia, miażdżącą czołgi, strącającą śmigłowce i stawiającą opór zmasowanemu ostrzałowi artyleryjskiemu. „Akira” wciąż czeka na swoją wersję aktorską, tymczasem w 2012 roku do kin wejdzie coś, można powiedzieć, akiropodobnego…

sobota, 22 października 2011

Autor: Motoduf

He's a Maniac!

Jednym z głównych przejawów mody na lata osiemdziesiąte jest powtórna popularność piosenek z musicali, które biły rekordy popularności trzy dekady temu. W prawie każdym radiu katuje się motywy takie jak „Footloose”, „Time of My Life” z „Dirty Dancing” czy kultowe „Maniac” Michaela Sembello, ilustrujące niegdyś zmagania młodej Jennifer Beals w „Flashdance”. Z ostatnim z wymienionych kawałków zawsze miałem problem – pomimo, że brzmi jak typowy, nieco naiwny (choć bardzo sympatyczny) popowy kicz charakterystyczny dla lat osiemdziesiątych, wydawał mi się dziwnie niepokojący. Jak się okazuje, nie bez powodu.

Tak się bowiem składa, że „Maniac”, piosenka opowiadająca o dziewczynie „maniakalnie” zakochanej w tańcu, zanim znalazła się we „Flashdance”, zdobyła nominację do Oscara i podbiła serca widzów, sama została zainspirowana innym, popularnym w pewnych kręgach filmem. Musicalem? Komedią romantyczną? Melodramatem? Cóż, nie do końca:


czwartek, 20 października 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Ja tu na deszczu, wilki jakieś...

Pojawił się plakat do nowego filmu Joe Carnahana, „The Grey”. O ile sam poster jest średni, tak fabuła brzmi intrygująco - garstka samotnych mężczyzn kontra wataha wilków. Czyli kino survivalowe pełną gębą.


wtorek, 18 października 2011

Autor: Anielski Pył

Od Władcy Pierścieni do Hobbita, czyli jak 10 lat minęło...

Kiedy New Line Cinema w 1998 roku przekazała stery nad największą produkcją w historii kina Peterowi Jacksonowi, wielu zadawało sobie pytanie: Peterowi komu? Twórca kultowej Martwicy mózgu, znany z początku jedynie garstce szczęśliwców, zaraz po premierze Drużyny Pierścienia zamknął usta wszystkim niedowiarkom, a następnie szeroko je rozdziawił, gdy triumfy w kinach święciły Dwie Wieże i przede wszystkim Powrót Króla. Nowozelandczyk musiał się zmierzyć nie tylko z ogromnym rozmachem inscenizacyjnym, jakiego wymagała adaptacja Trylogii, ale także z pokaźną liczbą postaci, w role których należało obsadzić dziesiątki aktorów. Jackson nie zdecydował się na angaż żadnej gwiazdy, której nazwisko kojarzyło się z wielkim kasowym przebojem, decydując się na uznanych, choć mniej znanych aktorów oraz całkowitych nowicjuszy. Wybory Petera okazały się słuszne, gdyż niemal wszystkie postaci z filmu wyglądały i zachowywały się, jakby wyjęto je wprost ze stron powieści. Lwia część aktorów we Władcy Pierścieni pokazała fantastyczne umiejętności, czego dowodem jest nominacja do Oscara dla Sir Iana McKellena za Drużynę Pierścienia. Jak wiemy, historia zatoczyła koło i równo po 11 latach od premiery pierwszej części Władcy Pierścieni, przyjdzie nam obejrzeć rozbudowany prolog w dwóch częściach Hobbita. Z tej okazji postanowiłem przypomnieć, co porabiali twórcy Trylogii przez ostatnie dziesięć lat, tym bardziej, że część z nich pracuje także nad prequelem. Swoją uwagę skupiłem na osobie reżysera, członkach Drużyny Pierścienia oraz najważniejszych aktorach drugoplanowych, którzy powrócą w dylogii Hobbit.


niedziela, 16 października 2011

Autor: Karol

Na żywo z Domu Duchów

Wielkimi krokami zbliża się trzecia część serii „Paranormal Activity” – horroru, którego wielki sukces nie przestaje mnie zadziwiać. Jako, że po raz kolejny będziemy mieli okazję poprzyglądać się statycznym kadrom i samo-otwierającym się drzwiom, warto przypomnieć w tym miejscu, że nie jest to pierwsza produkcja, która w taki sposób o nawiedzeniu opowiada. Na wiele lat przed filmem Peliego telewizja BBC stworzyła bowiem coś, co swoją siłą i efektownością można spokojnie porównać do „Wojny Światów” według Orsona Wellesa…


piątek, 14 października 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Aktorzy dzisiaj, część 2

Czas na odkrycia ostatnich lat. Przed paroma laty ich nazwiska  - w większości - nikomu nic nie mówiły: dopiero rozpoczynali kariery aktorskie, łapali się małych projektów występując gdzieś na drugim planie, ewentualnie występowali w roli dzieciaków w serialach tv. W pewnym momencie nastąpił przełom - główna rola w filmie, którego sukcesu nikt się nie spodziewał, a jednak i ich poziom aktorstwa, i jakość fabuły przesądziły o otwarciu drzwi do sławy, jakkolwiek by ona oceniana nie była.


czwartek, 13 października 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Aktorzy dzisiaj, część 1

„Nowe pokolenie aktorów” to nic nie mówiący, rozmazany zwrot, klucz, wytrych i tym podobne farmazony, którymi jesteśmy karmieni co czas jakiś - raz sensownie, innym razem bezsensownie. Ale ja pobawię się w jasnowidzenie. Co mi tam. Mamy bowiem do czynienia z narodzinami nowych gwiazd, pośród których kilka już jasno świeci, inni - i to zdecydowana większość - czeka na role wielkie, największe, co nie jest tożsame z hitowymi (choć idące często oczywiście w parze).

wtorek, 11 października 2011

Autor: Anielski Pył

Mroczny Rycerz Powstaje. Ale czy zdoła?

Do premiery epickiego zwieńczenia sagi o Mrocznym Rycerzu pozostał niecały rok, ale już dziś  znajdujemy się w posiadaniu dużej ilości informacji na temat najnowszego filmu Nolana. Komercyjny sukces Mrocznego Rycerza oraz kultowa rola Heatha Ledgera, teoretycznie zawiesiły kontynuacji poprzeczkę bardzo wysoko. Piszę "teoretycznie", gdyż moje stanowisko na temat poprzedniej odsłony dalekie jest od składania pokłonów i bicia braw. Moim zdaniem nolanowski quasi-realizm zjadł swój własny ogon, Batman ponownie wrócił do roli bohatera drugoplanowego, a mądrości wygłaszane przez większość postaci równać się mogą jedynie z kwestiami Optimusa Prime'a z Transformers, czy Aleksandra z filmu Olivera Stone'a. The Dark Knight mocno podkopał autorytet Begins, który z taką konsekwencją budował Nolan w swoim pierwszym obrazie o Nietoperzu.


niedziela, 9 października 2011

Autor: Kubeczek

O świecie, którego już dawno nie ma, czyli moje refleksje nad filmami lat minionych

Filmy polskie przedwojenne to dla mnie filmy z dalekiej przeszłości. Stare rupiecie bądź filmy nie do oglądania, jak chcą niektórzy. I ja się z tym bardzo ale to bardzo nie zgadzam. Protestuję. Bo co to znaczy, że tego nie można już oglądać? Że trzeszczą? Że stare? To prawda. Ale rupiecie to są raczej filmy współczesne z domorosłymi i niewykształconymi aktorzynami, którzy mają złą dykcję, źle akcentują i źle grają. Za to wydaje się im, że jak wystąpili w pięciu serialach, to mogą pretendować do bycia wyrocznią i autorytetem Sztuki Filmowej. Czy to, że ja potrafię zaprojektować domek dla kota czyni mnie architektem?


piątek, 7 października 2011

Autor: tomashec

Eddie Murphy - reaktywacja?

Eddie Murphy jest jednym z najbardziej charakterystycznych i najciekawszych komików amerykańskich. Ten wywodzący się z Saturday Night Live aktor największe triumfy święcił w latach osiemdziesiątych. Wtedy to wykreował kilka niezapomnianych ról i dorobił się sporej kasy. Jego znakiem rozpoznawczym były słowa wypowiadane z szybkością karabinu maszynowego i niesamowity śmiech, którym dosłownie zarażał.

środa, 5 października 2011

Autor: Anielski Pył

Resident Evil: Retribution. Światełko w tunelu?

Flirt Paula W. Andersona i Milli Jovovich z marką Resident Evil zaczął się całkiem znośnie. Resident Evil: Domenę zła z 2001 roku oglądało się w miarę bezboleśnie. Pociągająca i wiarygodna w roli agentki z amnezją Jovovich, niezły drugi plan, pomysłowy skrypt z twistem, klimat podziemnych laboratoriów Umberlli, wreszcie szalenie nakręcający epilog. Mimo sukcesu w box office i niezgorszych opinii recenzentów, muszę zgłosić pewien sprzeciw. Mówimy tutaj przecież o adaptacji słynnego cyklu gier firmy Capcom, która paradoksalnie ma niewiele z serią RE wspólnego. Podziemne centrum badawcze, rezydencja, zombie, dobermany, szalejący Licker czy akcja w metrze, to nic innego jak luźne wykorzystanie pojedynczych elementów z gier, a nie Resident Evil opowiedziany językiem kina. Jak pokazała przyszłość, takie podejście do konsolowego/komputerowego pierwowzoru rozpoczęło proces, który w prostej linii doprowadził do wysypu katastrofalnych kontynuacji.


poniedziałek, 3 października 2011

Autor: Rafał Donica

Osama w sosie gore

Produkcja lwiej części współczesnych filmów rozrywkowych pokroju „Ghost Ridera”, „Drive Angry”, „Cowboys & Aliens”, czy „Green Lantern”, powinna zakończyć się na etapie trailera. Tylko wówczas miałyby one szansę zapisania się pamięci widzów w pozytywny sposób. Gdybym nie obejrzał takich „Transformers 2” czy „Nostalgii anioła” i opierał się tylko na ich piorunująco dobrych zapowiedziach, do dziś byłbym przekonany, że czeka mnie przednia filmowa uczta. Fake trailer „Maczety” stworzony na potrzeby przerw reklamowych w podwójnym seansie tarantinowsko-rodriguezowego „Grindhouse” był tak dobry i tak bardzo spodobał się publiczności, że na fali jego popularności postanowiono dorobić do niego film. Niestety, gotowy produkt nie dorównał „zajebistością” swojej zajawce i w sumie nic by się nie stało, gdyby ”Maczeta” pozostała w postaci przerywnika reklamowego w Grindhouse, wciąż rozpalając wyobraźnię widzów. Kilka dni temu natrafiłem w sieci na prawdziwą perełkę wśród trailerów - zapowiedź filmu „Zombinladen: The Axis of Evil Dead”! Tak drodzy czytelnicy, Osama żyje (znowu) i ma się dobrze, to znaczy na tyle dobrze, na ile dobrze można mieć się jako zombie…


sobota, 1 października 2011

Autor: Karol

Gniew elektronicznego boga

Pojawienie się na polskim rynku takiej mangi jak "Pluto" to wydarzenie wyjątkowe z kilku powodów. Po pierwsze - jest to tytuł (wbrew pozorom) niełatwy i czasem nieprzyjemny, a takie sprzedają się trudno, a wydawcy boją się wprowadzać je na rynek. Po drugie - jest to pierwsza wydana w naszym kraju manga Naoki Urasawy – czołowego humanisty współczesnego japońskiego komiksu, o którego "21st Century Boys" i - przede wszystkim - "Monster" zapewne jeszcze tu napiszę. I po trzecie - jest to historia o robotach, które były na wojnie, a teraz mają z tego powodu koszmary. I wyrzuty sumienia.

czwartek, 29 września 2011

Autor: Anielski Pył

Ofensywa studia Ghibli

Hayao Miyazaki to reżyser kultowy. Począwszy od Nausicii z Doliny Wiatru z 1984 roku, przez Księżniczkę Mononoke, oscarowe Spirited Away, aż po dziś dzień, japoński twórca dostarcza kolejne nieprzeciętne animacje. Oprócz pięknych historii i doskonałej oprawy, filmy ze studia Ghibli dokonują czegoś jeszcze - w przeciwieństwie do większości wspaniałych anime, udaje im się porwać głównonurtowych widzów, także w Polsce. Z tym większym żalem muszę stwierdzić, że po odebraniu Oscara za W krainie bogów, zarówno studio Ghibli, jak i sam Miyazaki, wyraźne spuścili z tonu. Ruchomy Zamek Hauru, Opowieści z Ziemiomorza Goro Miyazakiego, infantylne nawet dla podrostków Ponyo czy ostatni film, Pożyczalska Arrietty, to produkcje nad wyraz poprawne, brak im jednak iskry bożej, która charakteryzowała poprzednie obrazy studia.

wtorek, 27 września 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Portret znanego mężczyzny z wąsem


Już w listopadzie Andrzej Wajda rozpoczyna zdjęcia do „My, naród polski”.

Lech Wałęsa to postać niezmiernie ciekawa - cóż za banał! sorry - ale niezmiernie też intrygująca pod względem filmowym właśnie, z powodu wielu skrajności (czyli oceny tego co robił, jak i z kim) i niesamowitego tła historycznego, społecznego i politycznego. Tak naprawdę i wcale nie przesadzając „film o Wałęsie” może być dziełem wybitnym. Może. 

niedziela, 25 września 2011

Autor: Mittron

Śródziemie raz jeszcze

Trylogia Władcy Pierścieni uważana jest dziś za dzieło unikatowe. Powieści Tolkiena same w sobie były już wcześniej najbardziej cenionymi dziełami gatunku fantasy, ale dopiero wykonana przez Petera Jacksona adaptacja, podkreśliła ich wyjątkowość i wydobyła na wierzch to, co wyobraźnia człowieka tworzyła podczas czytania głęboko w swoim umyśle. Było epicko, efektownie, wzruszająco, z wyczuciem stylu i zachowaniem proporcji. Ale to wcale nie początek opowieści. Wszystkiemu winien mały Hobbit, imieniem Bilbo, który lata wcześniej, podczas wyprawy do Samotnej góry, znalazł zgubiony przez Golluma pierścień i zabrał go do swojej urokliwej wioski. W ten sposób zaczynają się kłopoty Hobbitów przedstawione w późniejszych wydarzeniach.




czwartek, 22 września 2011

Autor: Gigacz

"Zaraz, z żalu, świat podpalę!"

Pierwsza recenzja „Bitwy warszawskiej” opublikowana na łamach Stopklatki.pl wróży filmowi wielką klęskę (w 3D of kors). No cóż, pierwsze dwa zwiastuny za dobre nie były, a trzeci to istne ścierwo, za które ktoś dostał pieniądze (aż krew się we mnie gotuje).


poniedziałek, 19 września 2011

Autor: Gigacz

KMF na planie „Miłości” Fabickiego

Dobra, przesadziłem. Może nie KMF a tylko ja, w roli najlepszego na świecie statysty. „Miłość” reżyseruje nominowany do Oscara Sławomir Fabicki. Na planie w Płocku pojawili się: Marcin Dorociński, Wojciech Mecwaldowski, Adam Woronowicz, Julia Kijowska, Marian Dziędziel i (chyba) Dorota Kolak.



piątek, 16 września 2011

Autor: Jakuzzi

Rozdanie nagród Emmy już w niedzielę!

Jak wiadomo albo i nie, miłośnicy dobrych, filmowych fabuł mają obecnie więcej pożytku z telewizji niż kina. Mimo to ceremonia rozdania telewizyjnych nagród Emmy wciąż nie cieszy się u nas popularnością. Jakiś news się oczywiście na portalach filmowych pojawi, w telewizji incydentalnie coś wspomną, ale to wszystko. Żadnych większych komentarzy, opinii, wyczekiwania, obstawiania typów, wskazywania faworytów, w ogóle przejęcia. Mało który kinomaniak potrafiłby pewnie nawet podać, w którym miesiącu odbywa się ta gala. Trochę szkoda, bo rozdanie nagród Emmy jest nie mniej wystawne niż ceremonia wręczenia Oscarów, a jednocześnie pozbawione właściwego Oscarom, zwłaszcza w ostatnich latach, nadmiernego patosu i generalnego spięcia pośladków. Nie mniej zapraszanych jest na to rozdanie gwiazd, aczkolwiek telewizyjnych, nie kinowych. Wreszcie nie mniej jest wśród nominowanych ciekawych, wartościowych tytułów, a moim zdaniem jest ich wręcz dużo więcej.

wtorek, 13 września 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Porno i parno od LvT


- Stellan, mój kolejny film to porno i chciałbym, abyś w nim zagrał główną rolę. Ale wiesz, nie będziesz się pierdolił.  
- OK - odrzekł smutno Stellan.



poniedziałek, 12 września 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Po Wenecji


I co? I pstro. W Wenecji wygrał  „Faust” Aleksandra Sukorova, o którym pisałem w kontekście jednego z faworytów festiwalu (sugerując się dziennikarskimi przewidywaniami). Film w wielu relacjach kompletnie pominięty, zignorowany, nie ujęty w osobistych rankingach podsumowujących festiwal. Festiwal, który dowiódł jednego, i to po raz kolejny - film, który wygrywa wcale nie jest filmem najlepszym. Pamiętacie jeszcze zeszłoroczne „Somewhere” Sophii Coppoli? Bo ja już o nim dawno zapomniałem. Skądinąd dobry „Liban”? „Zapaśnik”? „Martwa natura”? To nie były najlepsze filmy, więc nie przeceniałbym Złotych Lwów. 



czwartek, 8 września 2011

Autor: tomashec

Samo zło i niedobro!

Tym razem będzie o czymś co należy omijać szerokim łukiem. Bo ileż można zachwalać i polecać, od czasu do czasu należy zwyczajnie w świecie przestrzec, co też niniejszym czynię. Do tej pory funkcjonowania bloga, nie było ku temu specjalnie okazji, ale teraz, po obejrzeniu poniższego zwiastuna, moje wewnętrzne ja zobowiązało mnie do krzyknięcia: UWAGA, SPIEPRZAJCIE OD TEGO JAK NAJDALEJ! Rzecz dotyczy kolejnej, dziewiątej już, odsłony cyklu horrorów z 23-letnim stażem. Nosi ona tytuł "Hellraiser: Revelations".

piątek, 2 września 2011

Autor: Rafał Donica

„Bracia Klitschko”, czyli o dwóch takich…

Kino z zadziwiającą regularnością sięga po tematykę bokserską, w dodatku prawie za każdym razem sukces filmu przekłada się na złoto w postaci Oscara (albo prawie): „Ali” 2001 (2 nominacje), „Za wszelką cenę” 2004 (7 nominacji, 3 statuetki), „Rocky Balboa” 2005 (tu akurat bez, ale film całkiem niezły), „Człowiek ringu” 2006 (3 nominacje), „The Fighter” (7 nominacji, 2 Oscary). Wymieniłem tylko tytuły z ostatnich jedenastu lat. Należy też wspomnieć te starsze i w większości klasyczne: „Rocky” (10 nominacji, 3 statuetki), „Wściekły byk” (8 nominacji, 2 statuetki), „Huragan” (1 nominacja), czy zapomniany nieco „Champion” (6 nominacji, 1 Oscar) z 1949 roku z Kirkiem Douglasem. Coś dużo tych nominacji i Oscarów, biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie wyżej wymienione tytuły traktują o boksie, czyli w świadomości zbiorowej prostackim, choć usankcjonowanym przepisami, mordobiciu, a nie o dramacie niewidomej nauczycielki, wyławiającej dziecko z kąpieli...

środa, 31 sierpnia 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Startuje festiwal w Wenecji

Startuje festiwal w Wenecji. Stary, 68-letni, ale jak zawsze wyglądający dość żywotnie. To, co się nie załapało do Cannes, startuje właśnie tutaj. A że premiery będą miały filmy zapowiadające się niezwykle ciekawie, to powiem Wam coś na ich temat.

niedziela, 28 sierpnia 2011

Autor: Rafał Donica

Stalowy boks

Boks zawodowy, pomimo odczuwalnego na karku oddechu konkurenta w postaci nieco bardziej widowiskowego (czytaj - bardziej krwawego i zróżnicowanego stylowo) MMA, wciąż ma się całkiem nieźle. Wielkimi krokami zbliża się walka stulecia (która to już w tym stuleciu?) Adamek vs. Klitschko, KMF właśnie rozpoczął tworzenie wielkiego rankingu Najlepszych Filmów Bokserskich (oj, będzie się działo), a w październiku na ekrany kin wchodzi z hukiem metalu uderzającego w metal, skąpany w snopach iskier "Real Steel", rzecz moim zdaniem diabelnie oryginalna, bo traktująca o walkach na pięści pomiędzy robotami...

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Takie cuda tylko polskie

Dzisiaj nagłówki Rzeczpospolitej i serwisu Gazeta.pl świecą neonem „Polski cud w Hollywood”. Ki diabeł? Jak na razie doliczyłem się trzech cudów ojczystych na celuloidzie jankeskim - Janusza Kamińskiego, Sławomira Idziaka i Yolę Czaderską-Hayek. Czyżby pojawiły się kolejne? Gdzie, co, kto, jak? 


niedziela, 21 sierpnia 2011

Autor: tomashec

Płonąca łepetyna 2

Tak się sympatycznie złożyło, że w tym samym czasie pojawiły sie zwiastuny dwóch filmów z Nicolasem Cage'em. O jednym, poniżej, z właściwą sobie elokwencją wypowiedział się Des. Mnie kopnął zaszczyt podzielenia się refleksjami na temat zajawki sequela "Ghost Ridera", który w podtytule ma jednocześnie pełne mocy i refleksji "Spirit Of Vengeance".

Oczywiście z refleksją to nie będzie miało nic wspólnego. Ale kogo to obchodzi?


sobota, 20 sierpnia 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Średnie stany średnie z sexy Nicole


Jest już zwiastun nowego thrillera Joela Schumachera. Nie żebym oczekiwał z niecierpliwością, ale facet potrafi robić niezłe, intensywne dramaciki, w sam raz do dodatkowych milszych doznań kinowych: przytulenia przestraszonej partnerki siedzącej obok (lub do wtulenia się chyłkiem - i przestraszoną będąc - w ramiona mężczyzny). A że przy okazji pojawia się dobra obsada, to szykuje się całkiem zgrabne filmidło.


piątek, 19 sierpnia 2011

Autor: Motoduf

Nowy polski serial kryminalny!

Co by nie mówić o polskiej telewizji, od wielkiego dzwona udaje nam się nakręcić dobry serial kryminalno-sensacyjny - „Ekstradycja”, „Glina” czy „Oficer” to może nie arcydzieła, ale na pewno pozycje solidne, ciekawe i dobrze przemyślane. Na przeciwległym biegunie widnieją takie hity, jak „Detektywi” czy „Malanowski i partnerzy”, czyli kuriozalne twory, które prawdopodobnie nawet Mariusz Pujszo uznałby za zbyt sztuczne i naciągane. Za sprawą nowego serialu Polsatu, o niezbyt ciekawym tytule „Komisarz Rozen”, świat polskich seriali kryminalnych zostanie przewartościowany. Niestety, nie w tę właściwą stronę.



środa, 17 sierpnia 2011

Autor: Gigacz

Kac Wawa WTF?

„Polska odpowiedź na Kac Vegas”. Jezu jak to brzmi. Znowu podczepianie się pod hollywoodzki przebój, aż słoma z butów wystaje. Mniejsza o to. Dziś porównam wam eksplikację dystrybutora owego filmu z innymi komediami i udowodnię, że póki co zapowiada się kolejna, żałosna komedia. Zastanawia mnie tylko, czemu nie robią ich taśmowo? Byłoby taniej, łatwiej i w ogóle…


Po pierwsze: pikantne szczegóły. Wieczór panieński/kawalerski, chippendalesi, śliczna aktorka. Te trzy elementy wróżą to co zawsze, czyli żałosne żarty o seksie, w trakcie seksu, po seksie lub w trakcie spowiedzi. Czy będą one nieśmieszne jak zazwyczaj? Zobaczymy.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Autor: Rafał Donica

Mała improwizacja

Nie wszystko na planie filmowym musi przebiegać według ustalonego scenariusza. Nie raz i nie dwa zdarzyło się, że aktorzy z różnych powodów dorzucali do sceny coś „od siebie” – ku zdziwieniu / konsternacji pozostałych aktorów i ekipy filmowej. Niektóre z takich powstałych przed kamerą tekstów/zachowań, przeszły do historii kina – jak choćby „I know” wypowiedziane przez zmęczonego ciągłymi dublami Harrisona Forda, w odpowiedzi na „I love you" z ust księżniczki Lei („Imperium kontratakuje”). Także „Like tears in rain”, dodane przez Rutgera Hauera do monologu Roya Batty w „Łowcy androidów”, wywindowało jego kwestię do ekstraklasy filmowego dialogu i sprawiło, że ostatnie słowa androida chwytały za gardło i wzruszały mocniej niż całe „Pożegnanie z Afryką”.

Poniżej ciekawe zestawienie 25 sytuacji/dialogów (znalezione na YouTube), które zostały po części lub w całości zaimprowizowane na planie filmowym, nadając danej scenie rysu autentyczności, naturalności i spontaniczności:

środa, 10 sierpnia 2011

Autor: Rafał Donica

Scena na dziś #5

Czasami zdarza się, że podczas oglądania bardzo dobrego filmu następuje scena, która znacznie wykracza ponad i tak bardzo dobrą jakość i na widok której otwieramy usta w niemym zachwycie. I nagle bardzo dobry film zostaje wywindowany do rangi arcydzieła, które zapada w pamięć na zawsze. Ja tak miałem z dwoma filmami: 1. „Blade Runner” - znakomite, mroczne dzieło SF, z finałową sceną na dachu (pomocna dłoń Roya Batty + jego przedśmiertny monolog). 2. Drugi tytuł to klasyk kina grozy - „Lśnienie” i Jack z toporem strażackim, przypuszczający szarżę na drzwi hotelowego pokoju. Być może narażę się ortodoksyjnym wielbicielom w.w. tytułów, ale zarówno „Blade Runner”, jak i „Lśnienie”, przy całej swej genialności są filmami z nieco powolnym rozwojem wydarzeń, a pozbawione „potęgi” finałowych scen, nie zapisałyby się w historii kina takimi złotymi literami, jak się zapisały. W niniejszym wpisie chciałbym zaprezentować scenę z filmu ze znacznie niższej półki, ale posiadającą „epickie pierdolnięcie” o podobnej sile rażenia co powyżsi…

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Zamach na kult

Jest taki film. Swego czasu – a mija niedługa 30 lat od premiery – zbesztany i wyśmiany, lecz obecnie o całkiem odmiennym statusie, jakbyśmy mówili o zupełnie innym filmie. Gdzieniegdzie otoczony kultem, w wielu miejscach doceniony, inspirujący i po prostu – dobry, wyjątkowy, dla niektórych najlepszy w karierze głównego aktora i wszystkich obok niego, łącznie z niezwykłym drugim planem, niesamowitą muzyką oraz reżyserią człowieka, który się pod projektem podpisał.

I ów film będzie miał swój sequel i prequel. Dlaczego? Bo można.


czwartek, 4 sierpnia 2011

Autor: hops

Plakaty Bitwy Warszawskiej, a sprawa polska

Wirtualna Polska zamieściła dziś na swoich łamach trzy plakaty ze zbliżającej się wielkimi krokami pierwszej polskiej produkcji historycznej w 3D. Nawiasem mówiąc, to już nie pierwszy polski film trójwymiarowy w ogóle, gdyż niedawno wytwórnia East Pictures wypuściła informację prasową, że to oni są twórcami pierwszego filmu 3D w ogóle - dreszczowca z Więckiewiczem, które trwa około 25 minut. Wróćmy jednak do meritum, czyli wspaniałych plakatów "wielkiego widowiska, pełnego dynamicznej batalistyki".




środa, 3 sierpnia 2011

Autor: Rafał Donica

Nabici w bańkę

Nie ma już festiwalu ERA NOWE HORYZONTY - są same NOWE HORYZONTY i napis T-Mobile osobno w przeciwległym rogu strony (http://www.nowehoryzonty.pl/), bo Gutek Film, postawiony pod ścianą przez sprzedanie się ERY, nie miał pomysłu na sklejenie T-MOBILE i NOWYCH HORYZONTÓW w jedną, fajnie brzmiąca nazwę. Zamiast znaczka ERY na niebieskim tle, za logo wrocławskiego festiwalu robi teraz… różowa kreska, która wygląda jak jakieś przypadkowe pociągnięcie kursorem po ekranie, bazgraj jakiś, tandetny, tani i brzydki.

Wyobraźcie sobie grafika, który przedkłada
fakturę za wykonanie tego „logo”

Nie będzie to jednak wpis, choć na to wskazuje wstęp, dotyczący koneksji T-Mobile z Gutek Film, a krytyka pozbawionego polotu wejścia na rynek marki T-Mobile, poparta przykładami telewizyjnych reklam „nowego” operatora...

wtorek, 2 sierpnia 2011

Autor: Gigacz

To miała być fabuła!

Przypadkiem złożyło się, że mój drugi wpis również będzie o George'u Lucasie. Tym razem ponarzekam na zwiastun jego najnowszej produkcji: „Red Tails”.


Wrażenia? Cóż... to miała być fabuła a nie animacja!!! Pierwsze ujęcie zapiera dech w piersiach, lecz im dalej tym gorzej. Sztuczność i plastikowość ujęć woła o pomstę do nieba. Efekty specjalne robi najpotężniejsze na świecie Industrial Light & Magic, dlaczego więc efekt jest tak żałosny? Czyżby Lucas poskąpił grosza na produkcję efektów?

sobota, 30 lipca 2011

Autor: Rafał Donica

Trailer „Battleship” – WOW!?

Oj, dawno już żaden trailer nie zrobił na mnie tak pozytywnego wrażenia, jak ten zapowiadający film „Battleship”. Oczywiście gotowy produkt na 99% nie dorówna obietnicom z zajawki, w której na zachętę pokazano zapewne większość najlepszych scen, ale, jak to mawiał optymista spadający z 10 piętra: „Jak na razie nie jest źle... jak na razie nie jest źle…”

środa, 27 lipca 2011

Autor: Gigacz

Co On znowu odpicuje?

16 września Saga „Gwiezdnych wojen” wreszcie ukaże się na nośniku Blu-ray. Samo pojawienie się filmów w najwyższej jakości nie budzi jakiegoś szczególnie dużego napięcia. Budzą je obiecane dodatki, a dokładniej owiane legendą sceny usunięte. Zaledwie garstka z nich wypłynęła w koszmarnej jakości, z innych opublikowano pojedyncze klatki, a o reszcie krążyły legendy czy w ogóle powstały. Kampania reklamowa wydania powoli się rozkręca. 



Poczuliście Moc?

poniedziałek, 25 lipca 2011

Autor: Rafał Donica

Przerażający trailer „Paranormal Activity 3”!

Oj, dawno nie byłem tak podjarany żadnym nadchodzącym tytułem! Dosłownie przebieram nóżkami z niecierpliwości, żeby zobaczyć, jak za kilka miesięcy (premiera w październiku) tłum naiwniaków uderzy szturmem do kin, a na forach filmowych zaroi się od opinii, jaki to potwornie straszny film, jakie siał przerażenie i jak bardzo zwieracze widzów nie wytrzymały napięcia generowanego przez odnalezione taśmy z nagranymi nań duchami.



niedziela, 24 lipca 2011

Autor: tomashec

Oni wracają!

18 lat temu w popularnej stacji telewizyjnej MTV, w której jeszcze wtedy podstawą programową były teledyski, zadebiutował niepozorny serial animowany. Jego twórcą był Mike Judge. To, jak się później okazało rewolucyjne show telewizyjne, było prekursosrem takich produkcji jak South Park czy polscy Włatcy Móch. Opowiadało o losach dwóch młodych gentelmenów. Ich imiona to Beavis i Butt-head.




piątek, 22 lipca 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Lynch naciska czerwony guzik

Interpol, niegdyś świetny zespół, oraz David Lynch, niegdyś świetny twórca, stworzyli razem coś, co mnie zaskoczyło. Ot takie dyrdymały. 

czwartek, 21 lipca 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Batman vs Spiderman - starcie zwiastunów

W ostatnich dniach pojawiły się dwa ciekawe zwiastuny. Oba filmy oparte są na komiksach i oba będą mierzyły się ze swoim dotychczasowym wizerunkiem. 


wtorek, 19 lipca 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Gwiazdy przywrócą światu Soderbergha

Steven Soderbergh należy do tych nielicznych twórców kina, którzy zawsze zaskakują. Jeśli nie samą fabułą, to na pewno formą. Tak jak nikt nie może się spodziewać Hiszpańskiej Inkwizycji, tak samo nikt nie wie, z czym wyskoczy Soderbergh. Bo co może łączyć takie filmy jak „Ocean’s 11” z „Che”, „Traffic” z „The Good German”, „Full Frontal” z „Solaris”, „The Informant” z „Out of sight”? Kompletnie nic. Za każdym razem są to swoistego rodzaju eksperymenty, z których niekoniecznie Soderbergh wychodzi obronną ręką, przynajmniej pod względem komercyjnym. 

Już jesienią zaprezentuje swój nowy film, „Contagion”, który wygląda bardzo smakowicie, choć polski dystrybutor już na dzień dobry psuje danie nadając mu idiotyczny tytuł „Pandemia 3D”…

poniedziałek, 18 lipca 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Gniot czy nie gniot od van Santa?

 Pojawił się zwiastun „Restless” Gusa van Santa.

Gus van Sant to przedziwny twórca. I do tego nieprzewidywalny. Trudno go przypisać do jakiegoś stylu, choć wspólny mianownik to zazwyczaj młodość, młodzi ludzie, nadzieje, eksploracja samotności itp.  Raz zrobi coś na opak, coś na przekór oczekiwaniom, a innym razem bawi się z mainstreamem i romansuje z hollywoodzkim stylem. Raz mu wychodzi, a raz nie - choć to pierwsze zdarza mu się częściej . Czy „Restless” mu wyjdzie?


sobota, 16 lipca 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Najbardziej niepotrzebny remake świata

To jest bez sensu. 
W czasie trwania plebiscytu na najlepsze filmy z lat 1990 - 2000, który uskutecznialiśmy w ostatnich tygodniach z KMF i Forum, zupełnie przypadkiem obejrzałem oryginał z Arniem i jedno powiem: ten film się po prostu nie zestarzał. Owszem, efekty specjalne może nie są powalające i widać w całości ducha lat 80. niemniej jest to znakomicie zrealizowane, brutalne i dynamiczne kino akcji sf. Powiem więcej - w swoim (pod)gatunku, czyli wspomnianego kina sf akcji (jeśli w ogóle można coś takiego wyróżnić), Verhoeven stworzył małą perełkę - to klasyk stojący w jednym szeregu z "Robocopem", "Predatorem", "Starship Troopers" i "Mad Maxem". 


piątek, 15 lipca 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Oh my fucking God

Zwiastun "Hugo" w reżyserii Martina Scorsese.


piątek, 8 lipca 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Żelazna Dama w teaserze

Pojawił się teaser "The Iron Lady". 
I Meryl Streep ma kolejnego Oscara w kieszeni. 


Najpopularniejsze posty Fetyszystów