poniedziałek, 12 września 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Po Wenecji


I co? I pstro. W Wenecji wygrał  „Faust” Aleksandra Sukorova, o którym pisałem w kontekście jednego z faworytów festiwalu (sugerując się dziennikarskimi przewidywaniami). Film w wielu relacjach kompletnie pominięty, zignorowany, nie ujęty w osobistych rankingach podsumowujących festiwal. Festiwal, który dowiódł jednego, i to po raz kolejny - film, który wygrywa wcale nie jest filmem najlepszym. Pamiętacie jeszcze zeszłoroczne „Somewhere” Sophii Coppoli? Bo ja już o nim dawno zapomniałem. Skądinąd dobry „Liban”? „Zapaśnik”? „Martwa natura”? To nie były najlepsze filmy, więc nie przeceniałbym Złotych Lwów. 




Od razu powiem, że świetnie czytało mi się codzienne relacje w wykonaniu Ani Bielak ze Stopklatki. Już podczas festiwalu w Cannes podsyłała do Stopklatki znakomite relacje i teraz również udało się jej w naprawdę dobry i merytorycznie błyskotliwy sposób przekazać to, co się w Wenecji działo. Szkoda, że to tylko relacje, nie swoisty reportaż z jednego z najważniejszych festiwali (wzorem bezpretensjonalnej podróży do Cannes, którą w 2008 roku odbył Karol z KMF). Nie ma co narzekać - relacje super, będę wypatrywał kolejnych.  



 "Faust" to podobno klasyk europejskiego kina artystycznego. Czyli doskonały obiekt kpin i szyderstw, dostarczający moc wrażeń (skupione twarze patrzą na siebie przez wiele milczących minut!).

Przede wszystkim najbardziej mnie cieszy jedno: „Carnage” Polańskiego spełnia oczekiwania. Scenariusz - to wiadomo - nie może być inny niż świetny. Ale poza tym to aktorski majstersztyk, w którym każdy z aktorów innego nie dominuje, każdy jest w swej roli genialny i każdy zasługuje na wyróżnienie. Kiedy wejdzie do polskich kin? Nie wiadomo. Dystrybutorzy wciąż milczą. „Rzeź” ma szansę na spory sukces frekwencyjny - Polański zwabia do kin rodaków, a jeszcze obsada…
Cieszą mnie dobre opinie o „Idach marcowych” Clooneya - podobno nie ma tu oczekiwanej hollywoodzkiej naiwności w kwestii prezentowania kulis polityki.
Bardzo czekam na „Wstyd” McQueena. Mocny film o seksie, bez namiętności - o tak. Fassbender znowu pokazał klasę. I ma nagrodę. I pewnie czeka teraz na złotego rycerzyka.

Zaskoczył „Killer Joe” Williama Friedkina. I to zaskoczył tak bardzo i tak pozytywnie, że do końca konkursu był uważany za jednego z najmocniejszych faworytów do głównych nagród. To pierwszy tak dobrze oceniany  film Friedkina od… kilkudziesięciu lat? I bardzo dobra rola Matthew McConaugheya.



Nie rozczarował „Tinker, Tailor, Soldier, Spy” - świetne kino szpiegowskie, dynamiczne i emocjonalnie intensywne, acz podobno odmienne formalnie od wszelkich Bourneów i Bondów. I to jest film, na którego premierę również czekam (gdzieś na przełomie 2011 i 2012).
„Wichrowe wzgórza”, jak zresztą przewidywałem, nie okazały się niczym znaczącym - ot kolejna, średnio udana do tego, ekranizacja powieści Bronte. Ale zdjęcia podobno zachwycają.
„Niebezpieczna metoda” Cronenberga krytyków podzieliła. Ania Bielak jest rozczarowana (i jej argumentacja mnie przekonuje), wielu krytyków jednak film oceniło bardzo dobrze, choć do  zachwytów droga daleka - trudno powiedzieć, czy film będzie brany pod uwagę przy rozdaniu tych najważniejszych nagród.
„Texas Killing Fields” według krytyków The Hollywood Reporter rozczarowało. W ogóle film Ami Canaan Mann przeszedł bez echa. To chyba najgorsze dla twórcy - być zignorowanym, nie zauważonym. Z drugiej jednak strony reporterka Stopklatki doceniła. 

Podobno Yorgos Lanthimos powtarza w „Alpach” to, co udało mu się w „Kłu” (swoją drogą rewelacyjnym filmie), a dobre kino pokazali Azjaci. Szczególnie wybił się dramat kryminalny z morderstwem w tle „People Mountain People Sea” Caia Shangui. Więcej o nagrodzonych na blogu CinemaAsia.



A "W.E" Madonny to pretensjonalna kupa. 

O innych filmach nie pamiętam, nie wybiły się w żaden sposób w żadnej relacji. 
Niemniej to bardzo dobry, ciekawy festiwal, który udanie łączy to, co mainstreamowe z tym, co, no właśnie,   powiedzmy artystyczne. I ten drugi biegun wygrał. Dobrze? 


7 komentarzy:

  1. Coś czytałem, że poziom festiwalu był bardzo wysoki i trudno było wybrać najlepsze dzieło. Chyba tylko film Madonny miał jednoznacznie negatywne recenzje, pozostałe filmy są dobre lub bardzo dobre. Napisałeś, że w filmie Polańskiego "każdy z aktorów innego nie dominuje, każdy jest w swej roli genialny i każdy zasługuje na wyróżnienie", i właśnie dlatego trudno jest kogokolwiek wyróżnić, więc możliwe, że ostatecznie nikt nagrody nie zdobędzie (mam na myśli chociażby Oscary) :) W dodatku coś mi się wydaje, że Winslet i Foster zagrały role zbyt łatwe jak na aktorki tej klasy. A np. Keira Knightley zagrała u Cronenberga rolę bardziej wymagającą i chyba dlatego ma większe szanse na jakieś wyróżnienia (np. nominację do Oscara).
    PS. W końcu muszę zaliczyć filmy z tym Fassbenderem, widziałem z nim jedynie "Bękarty wojny".

    OdpowiedzUsuń
  2. Zeszłoroczna wygrana Somewhere zdaje się być bardzo wymownym podsumowaniem tego festiwalu - fatalny film zjadającej własny ogon Coppoli, która najwidoczniej pozostawała w przekonaniu, że przeciągane w nieskończoność, milczące, kompletnie nieistotne, zbędne sceny, będą sprawiać wrażenie artyzmu. I jury dała się nabrać. No chyba, że Quentinowi nie chciało silić się na sprawiedliwość i po prostu przyznał nagrodę swojej byłej dziewczynie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Za Sukorovem stało silne lobby polityczno-finansowe. Nie mówię, że ktoś komuś coś dał, niemniej cień Putina mógł zaważyć na werdykcie. Zobaczymy, kto zasponsoruje najnowszy film Darrena ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. co do Wichrowych wzgórz, to ja tylko zauważę, że bardzo pozytywnie wypowiadał się o nich Roman Gutek, zaznaczając autorski rys reżyserki "Fish Tanka", a dzisiaj w Przekroju znalazłam również pozytywną opinię Karoliny Pasternak (wyznacznik dla mnie żaden, ale bardziej niż Bielak). Sobolewski jest na nie, ja jakoś też nie czekam (film prawdopodobnie trafi na nasze ekrany), ale trzeba oddać twórcom sprawiedliwość - projekt nie wygląda przeciętnie.
    co do całego konkursu - cóż, to tylko konkurs... wielki, promujący znane już nazwiska. tu nie ma miejsc na wielkie odkrycia.
    czekam na "Shame" - Gutek zaintrygował mnie uwagą na temat tytułu, że może wcale nie będzie to "Wstyd", bo chodzi bardziej o zmazę, w takim dosyć katolickim rozumieniu. tak czy inaczej, zapowiada się wspaniale (mimo że mam dużo uwag do "Głodu")

    OdpowiedzUsuń
  5. Jea. Na Madonnie (filmowej) można polegać! Trzyma równy poziom :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Zeszłoroczna wygrana Somewhere zdaje się być bardzo wymownym podsumowaniem tego festiwalu - fatalny film zjadającej własny ogon Coppoli, która najwidoczniej pozostawała w przekonaniu, że przeciągane w nieskończoność, milczące, kompletnie nieistotne, zbędne sceny, będą sprawiać wrażenie artyzmu. I jury dała się nabrać. No chyba, że Quentinowi nie chciało silić się na sprawiedliwość i po prostu przyznał nagrodę swojej byłej dziewczynie."

    Jak to dobrze, że Ty się nie dałeś nabrać. Więcej takich ludzi! Niech prowadzą społeczeństwo!

    OdpowiedzUsuń
  7. Oho, kolejny zakompleksiony anonim. ;)

    OdpowiedzUsuń

Najpopularniejsze posty Fetyszystów