piątek, 16 września 2011

Autor: Jakuzzi

Rozdanie nagród Emmy już w niedzielę!

Jak wiadomo albo i nie, miłośnicy dobrych, filmowych fabuł mają obecnie więcej pożytku z telewizji niż kina. Mimo to ceremonia rozdania telewizyjnych nagród Emmy wciąż nie cieszy się u nas popularnością. Jakiś news się oczywiście na portalach filmowych pojawi, w telewizji incydentalnie coś wspomną, ale to wszystko. Żadnych większych komentarzy, opinii, wyczekiwania, obstawiania typów, wskazywania faworytów, w ogóle przejęcia. Mało który kinomaniak potrafiłby pewnie nawet podać, w którym miesiącu odbywa się ta gala. Trochę szkoda, bo rozdanie nagród Emmy jest nie mniej wystawne niż ceremonia wręczenia Oscarów, a jednocześnie pozbawione właściwego Oscarom, zwłaszcza w ostatnich latach, nadmiernego patosu i generalnego spięcia pośladków. Nie mniej zapraszanych jest na to rozdanie gwiazd, aczkolwiek telewizyjnych, nie kinowych. Wreszcie nie mniej jest wśród nominowanych ciekawych, wartościowych tytułów, a moim zdaniem jest ich wręcz dużo więcej.

Ceremonia ta nie posiada co prawda takiego luzu, z którego słyną chociażby Złote Globy. Ale wydaje się, że utrzymuje ona właściwy balans pomiędzy powagą wręczenia ważnych nagród a rozrywkowym show. Jej scenarzyści kładą nieco większy niż przy Oscarach nacisk na elementy humorystyczne. Zabawne zapowiedzi nominacji, przerywniki, klipy, rzucający żartami gospodarz, czyli formuła znana z Oscarów, ale jakby lepsza, fajniejsza. Swoją drogą w role gospodarzy Emmys wcielali się na przestrzeni ostatnich lat takie zabawne osobistości, jak m.in. Conan O’Brien, Jimmy Fallon, Neil Patrick Harris czy Stephen Colbert w duecie z Jonem Stewartem. Najbliższą galę poprowadzi natomiast Jane Lynch, aktorka komediowa, raczej bez większego doświadczenia konferansjerskiego, za to bardzo lubiana i doceniona przede wszystkim za swoją drugoplanową kreację w „Glee”. Nie ukrywam, że chętniej widziałbym zamiast niej co najmniej kilka bardziej nadających się do tej roli osób, ale jestem dobrej myśli. Scenarzyści na pewno się postarają i wyposażą ją w sporo dobrych tekstów. Wyczekuję poza tym znanych komików w rolach zapowiadających, aczkolwiek niestety w tym roku raczej nie pojawi się regularny od jakiegoś czasu gość Emmy’s, Ricky Gervais. Dla Gervaisa bowiem ceremonia ta będzie tym razem prawdopodobnie jedynie polem testowym dla jego szykowanego na Złote Globy podcasta.
Jeśli chodzi o nominowanych to mnie akurat zawsze najbardziej interesowały kategorie związane z serialami dramatycznymi. Niedzielna ceremonia zapowiada się na tym polu wyjątkowo interesująco z uwagi na mocny pojedynek stacji AMC i HBO. „Mad Men” tej pierwszej w ostatnich latach deklasował konkurencję, zdobywając trzy razu z rzędu nagrodę za najlepszy serial dramatyczny. W tym roku jest jednak idealna szansa, aby tę dominację przełamać, bowiem HBO wyszło z cienia z tak mocnymi tytułami, jak „Zakazane Imperium” oraz „Gra o Tron”. I coś czuję, że to właśnie „Zakazane Imperium” zwycięży tym razem wśród dramatów. Podobnie jak czuję, że Steve Buscemi zgarnie statuetkę dla najlepszego aktora. Zagrozić może mu w tym jedynie Jon Hamm, których w ostatnich trzech latach musiał uznawać wyższość Bryana Cranstona, obecnie pauzującego w związku z obsuwą czwartego sezonu „Breaking Bad”.

Pojedynek seriali dramatycznych byłby wprawdzie o wiele ciekawszy, gdyby nie licha konkurencja w postaci „House’a” i „Dextera”, (którego piąty sezon był w stanie usatysfakcjonować chyba tylko najzagorzalszych fanów). „House” i „Dexter” to w ogóle tacy stali uczestnicy konkursu, nominowani bodajże wyłącznie z racji ich ogromnej popularności, zabierający miejsce dużo lepszym serialom, jak nie przymierzając chociażby „Treme” od HBO. I to jest chyba największy minus nagród Emmy – ograniczanie nominacji do tych seriali, które mają dużą oglądalność i tym samym częste pomijanie mniej popularnych seriali z ewidentnie wyższej półki. No cóż, niestety nie można mieć wszystkiego. Pozostaje cieszyć się tym, że choć w rozdaniu nie wezmą udziału wszystkie najlepsze seriale danego roku (podobnie jak na Oscarach nie biorą udziału wszystkie najlepsze filmy danego roku), to i tak będziemy mogli obejrzeć rywalizację wielu rewelacyjnych tytułów. Ja w każdym razie gorąco zachęcam do obejrzenia niedzielnej uroczystości (u nas transmitowanej na żywo m.in. na HBO), w szczególności osoby zmęczone i rozczarowane poziomem ostatnich ceremonii oscarowych, zastanawiając się jednocześnie:
Czy wiecznie pomijany przez kapitułę Emmy Steve Carell dostanie nagrodę na pożegnanie z „Biurem”?
Czy doświadczona kinowa aktorka Laura Linney zostanie doceniona za rolę w „The Big C”?
Czy nie zajebiście byłoby zobaczyć Petera Dinklage’a odbierającego statuetkę za drugi plan w „Grze o Tron”?
Która z napakowanych znanymi aktorami miniseria jest lepsza: „The Kennedys” czy „Mildred Pierce”? A może telewizyjny film „Too Big To Fail”?
Czy zeszłoroczna zadyma z NBC, o której było bardzo głośno w amerykańskich mediach, zostanie wynagrodzona Conanowi O’Brienowi statuetką Emmy?

A czy Wy macie swoje typy, faworytów, obawy, przemyślenia?

16 komentarzy:

  1. http://media.screened.com/uploads/0/45/532580-peter_dinklage_emmy_super.jpg

    OdpowiedzUsuń
  2. Mały nominowanych oglądałem, nagrody jako takie mnie średnio interesują, gale też niespecjalnie (wina Oscarów!) - chyba, że trafi się jakiś wesoły 10 minutowy skrót, ale jeśli już to trzymam kciuki za Petera Dinklage'a i Steve'a Carella (na odchodne niech bonusa złapie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm... a jest jeszcze gdzieś transmisja poza HBO?

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudno powiedzieć, ale dla chcącego nic trudnego. ;) Ja w każdym razie wypatrzyłem na Stronie HBO Polska taki oto konkursik: http://www.hbo.pl/live/quiz

    OdpowiedzUsuń
  5. jaku, piatal za opinie o piatym dexterze . ja tez, cieszylbym sie z wygranej zakazanego imperium. a odpowiadajac na pytanie:

    "Czy nie zajebiście byłoby zobaczyć Petera Dinklage’a odbierającego statuetkę za drugi plan w „Grze o Tron”?"

    owszem, byloby bardzo zajebiscie :)
    czekamy na relacje po ceremonii

    /piwon

    OdpowiedzUsuń
  6. A propos jeszcze Dextera to niezrozumiałe jest dla mnie zakwalifikowanie kreacji Julii Stiles, w jej bodajże najlepszej kreacji w karierze, jedynie jako występu gościnnego. Zrozumiałbym jeszcze potraktowanie Wellera w ten sposób, ale ewidentnie drugoplanowej Stiles? No chyba, że to takie spojrzenie przez pryzmat występu tylko w jednym sezonie, ale skoro ocenie podlega i tak jeden sezon, to jest jednak trochę mało sensowne.

    Za Dinklage’a oczywiście trzymam kciuki, aczkolwiek trochę szkoda, że w tym roku będzie on konkurował z inną bardzo fajną rolą - Waltona Gogginsa z "Justified". Gdyby nie Dinklage, Goggins miałby pewnie spore szanse. Nie tak jak kolega z planu, Timothy Olyphant, nominowany bardzo na wyrost, ale lubię gościa, więc cieszę się, że chociaż raz został doceniony. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Aha, gdyby ktoś chciał przejrzeć tegoroczne nominacje, to może to zrobić klikając na drugi z zamieszczonych w tekście linków, albo sprawdzić je tu:
    http://www.imdb.com/features/emmys/2011/nominations
    lub tu:
    http://www.usatoday.com/life/television/televisionawards/emmys/2011-07-15-emmy-nominations-list_n.htm

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli chodzi o kategorie aktorskie (a pije tu do Julii Stiles), to aktorzy sami wybierają kategorię, w której startują i sami wybierają odcinek (bo Emmy w tych kategoriach przyznawane są za konkretne odcinki). Masa jest takich sytuacji z poprzednich lat (żeby nie szukać daleko - Lithgow w zeszłym roku), w którym aktor ewidentnie drugoplanowy, zgłasza swoją rolę jako gościnną, zapewne z powodu większej szansy na zwycięstwo.

    W ogóle fakt, że do wyścigu o Emmy, aktorzy muszą się zgłosić sami, prowadzi do różnych dziwnych sytuacji. Najlepszym przykładem będzie chyba Rob Lowe, który ZAWSZE zgłasza siebie do kategorii pierwszoplanowej (w tym roku w Parks and Recreation), choć chyba nawet on sam nie pamięta, kiedy grał główne skrzypce w jakimś serialu...

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do Parks and Recreation to po cichu liczę, że głosującym przeszedł już zachwyt nad zaledwie niezłą Współczesną rodzinką i zdecydują się wybrać np. właśnie ten serial.

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie, zacząłem piątego Dextera. Lipnie to wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  11. Do poczytania o nominacjach i pooglądania galowych przygotowań:
    http://www.popcorner.pl/popcorner/1,108032,10298760,Podsumowanie_wydarzen_sezonu_telewizyjnego_2010_2011.html
    http://www.popcorner.pl/popcorner/1,108032,10298760,Podsumowanie_wydarzen_sezonu_telewizyjnego_2010_2011.html

    OdpowiedzUsuń
  12. i dupa, Mad Men czwarty raz z rzędu najlepsze. A przecież BE nie jest gorsze. Dziwne.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przyznam, że wyniki mnie rozczarowały. Głosujący zaczynają już mocno przynudzać i irytować z tą dominacją Mad Men, uwielbieniem do Modern Family i honorowaniem wciąż tych samych aktorów komediowych. Albo więc kapituła nie ma jaj, albo przyzwyczaiła się do określonych tytułów. Czwarty sezon Mad Men był wprawdzie bardzo dobry i najlepszy z wszystkich dotychczasowych, ale pierwszy sezon BE i tak go przewyższał. Dupa.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakie "honorowanie wciąż tych samych aktorów komediowych"? Przecie tylko Pearson dostał kolejną statuetkę. No chyba, że chodzi o same nominacje, ale to trochę poniewczasie :)

    Z tym brakiem jaj też bym nie przesadzał. Olanie niemal 100% faworytów w kilku kategoriach, w większości słuszne, świadczy o czymś zgoła innym.

    OdpowiedzUsuń
  15. Teraz Pearson dostał kolejną statuetkę, a wcześniej parę razy z rzędu zgarniał ją Baldwin. Także ta kategoria już od jakiegoś czasu jest nudna, nie mówiąc już o tym, że niesprawiedliwa.

    Olewanie faworytów? Ta, widać to zwłaszcza przy Współczesnej rodzince, która skasowała wszystko, co tylko się dało, i jeśli zgłosiliby się jacyś aktorzy do kategorii pierwszoplanowych, to te pewnie też by zaanektowała. Faworyci z pewnością zostali olani w kategoriach najlepszy aktor męski w serialu dramatycznym. Ale ciężko z drugiej strony powiedzieć, czy to była faktycznie trafna decyzja (ogląda ktoś Friday Night Lights?).

    A pomijając już wątek nagrodzonych, to z całą mocą podtrzymuje swoje zdanie, że ceremonia rozdania Emmys rządzi. To właśnie tak powinny wyglądać Oscary. Co prawda otwarcie to było komediowe pójście na łatwiznę (musicalowy numer plus gościnne pląsy znanych twarzy), ale dalej był już tylko dobrze. Pojawił się Gervais, w chórku śpiewał McHale, a wstawka z The Office rozłożyła na łopatki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Najpopularniejsze posty Fetyszystów