To prawda. Od trzech lat nie widziałem filmu, który by mnie porwał, oczarował, który mógłbym spokojnie nazwać arcydziełem. Ostatnim był „Avatar” Jamesa Camerona. To nie efekty specjalne czy 3D oczarowało mnie w tym filmie, lecz fabuła. Prosta, epicka, baśniowa. Istny sen na jawie. Rozrywka, której się doświadcza – nie ogląda.




