sobota, 20 sierpnia 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Średnie stany średnie z sexy Nicole


Jest już zwiastun nowego thrillera Joela Schumachera. Nie żebym oczekiwał z niecierpliwością, ale facet potrafi robić niezłe, intensywne dramaciki, w sam raz do dodatkowych milszych doznań kinowych: przytulenia przestraszonej partnerki siedzącej obok (lub do wtulenia się chyłkiem - i przestraszoną będąc - w ramiona mężczyzny). A że przy okazji pojawia się dobra obsada, to szykuje się całkiem zgrabne filmidło.


Pierwsze skojarzenia idą oczywiście w stronę „Funny Games” Hanekego, ale oczywiście ten wybitny przedstawiciel kina „napadu na biedną rodzinę” nie jest tutaj inspiracją, zarówno pod względem naturalistycznej formy, jak i wyraźnego przekazu (lub jak niektórzy wolą: morału). Schumacher idzie w rejony sensacji i kryminału wzbogaconego wtrętami dramatycznymi w wykonaniu niezwykle sexy Nicole Kidman i Nicolasa Cage’a, który wygląda jak Michael Douglas z „Wall Street”. Żadnej iskry pomiędzy aktorami tutaj nie wyczułem, oprócz uścisków i łapania za łapkę - no ale to wiadomo, jest straszno, w końcu nie wszystkich napadają i nie wszyscy są tak kreatywni jak Kevin McCallister.


W każdym bądź razie musi chodzić o jakieś pieniądze i diamenty. Mamy też romans, bowiem jednym z  bandziorów okazuje się być kochanek Kidman (jest więc też dramat romantyczny, zdradę i szok). Napadający są brutalni i zdecydowani, jednak napadnięte małżeństwo bierze się w garść i również udowadnia, że może być brutalne i zdecydowane - o tym świadczy cios krzesłem przez grzbiet. Są walki, padają strzały, dom się pali - zwiastun, a wraz z nim i ja, zdradza za wiele, nie sądzicie?


Żeby nie było - „Trespass” nie wygląda źle, tym bardziej, że na widzów może czekać jakiś zonk z końcowym twistem (typu: cały napad to podkładka pod wielką kasę z ubezpieczenia, bo Cage-finansista popadł w wielkie długi lub napad to zmowa sexy Kidman ze swym seksownym modelem-bandziorem), jednak  nie posądzałbym Schumachera o próbę zmierzenia się z poprzeczką zawieszoną w 1993 roku i filmem „Falling Down”. Ten reżyser porusza się w solidnych stanach średnich: raz z głową tuż pod taflą wody („Batman i Robin”, „Batman forever”, „Upiór w operze”, „23”), raz z lekko wystającymi uszami („Czas zabijania”, „Phone booth”, „8mm”, „Tigerland”). Nigdy na dnie i nigdy efektownie nie wyskakując.

Jak popłynie „Trespass”? Ja obstawiam niczym nie wyróżniające się średniactwo. Czyli typowy Schumacher.

PS. Czy naprawdę nie można było nadać innego tytułu temu filmowi? Przecież być już jeden „Trespass”, w reżyserii Waltera Hilla, z Ice-T. Mocne, męskie kino prosto z początku lat 90.  




2 komentarze:

  1. Już wcześniej film zwrócił moją uwagę koszmarnym plakatem na którym przedawkowali photoshopa, ale Kidman rzeczywiście się ostatnio mocniej zbotoksowała a Cage zbrzydział;/
    Niemniej, od czasu do czasu można obejrzeć takie przeciętne kino akcji itd. - wiadomo czego oczekiwać po rozwoju wypadków itd.

    OdpowiedzUsuń
  2. nigdy na dnie? - nooo Batman i Robin to było bezapelacyjne dno. Number 23 niestety niewiele lepszy.

    OdpowiedzUsuń

Najpopularniejsze posty Fetyszystów