poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Zamach na kult

Jest taki film. Swego czasu – a mija niedługa 30 lat od premiery – zbesztany i wyśmiany, lecz obecnie o całkiem odmiennym statusie, jakbyśmy mówili o zupełnie innym filmie. Gdzieniegdzie otoczony kultem, w wielu miejscach doceniony, inspirujący i po prostu – dobry, wyjątkowy, dla niektórych najlepszy w karierze głównego aktora i wszystkich obok niego, łącznie z niezwykłym drugim planem, niesamowitą muzyką oraz reżyserią człowieka, który się pod projektem podpisał.

I ów film będzie miał swój sequel i prequel. Dlaczego? Bo można.


„Blade Runner” to nie jest zwykłe dzieło sf. Słowo „kult”, o którym wspominam wyżej, nie jest czczym gadaniem i bezsensownym zabiegiem marketingowym równającym efekciarstwo z efektownością. „Kultowość” nie jest też prostym wytrychem do zrozumienia fenomenu „Łowcy androidów”, bo film ten wymyka się jednoznacznym ocenom i do tego nie powoduje permanentnego zachwytu, opadu szczęki czy reakcji zbliżonej do efektu „wow”, czyli czynników determinujących współczesną widowiskowość, ergo: jakość widowiska.

Film Ridleya Scotta podążył zupełnie inną drogą. To pytania, które zadaje, są najistotniejsze i to odpowiedź na nie wywołuje od lat wielkie dyskusje. „Kto z nas żyje naprawdę?” – pytanie jest zawieszone w próżni. Kończy się milczeniem. I to jest najgenialniejsze. Jest to zamknięcie fabuły i otwarcie pola do interpretacji.

Ten film nie potrzebuje kontynuacji. Nie potrzebuje tym bardziej „życia przed życiem”, czyli prequela. A gdy słyszę, że kolesie od „The blind side”, „Ps. I Love You”, „Stowarzyszenia wędrujących dżinsów”’ „The Book of Eli” i „Pożyczonego narzeczonego” (czyli niejacy Broderick Johnson i Andrew Kosove) mają wielkie plany co do sequelowania i prequelowania, to się zwyczajnie nóż w kieszeni otwiera. No tak, goście wyprodukowali też „Bezsenność” Nolana. Ale litości, to najsłabszy (co nie znaczy, że słaby) film Christopera, a już media łączą zachcianki dwójki producentów z osobą Nolana.

Ale kolesie nabyli odpowiednie prawa i mogą zacierać ręce. Replikanci, roboty, przyszłość – to może rewelacyjnie wyglądać w 3D. Zatrudnią kilka topowych gwiazd, wrzucą dynamiczną akcję, kilka zajebistych rozpierduch i voila, mamy stary pomysł przetrawiony na nowo. Taki rimejk-sequel-chujwieco. W obecność Nolana nie wierzę, chyba że ten podpisał cyrograf z duetem Broderick/Kosove. Za odświeżenie Batmana należą się mu brawa, ale zbieranie dodatkowych zer na koncie przy kolejnych restartach – to już przegięcie. Być może wysokiej klasy – bo Nolan jest świetnym reżyserem – lecz i tak będzie to kolejny dowód na uwiąd twórczy współczesnego Hollywood. Czy warto więc? I w imię czego? 

Johnson i Kosove :)


6 komentarzy:

  1. mam dystans do tych dwoch produkcji (az dwoch?). traktuje je jako zwykla ciekawostke. zachowuje spokoj, bo "blade runner" ma taka sile, ze zaden rimejk-sequel-chujwieco mu nie zaszkodzi.
    noz bedzie sie jednak otwieral wtedy, gdy owe filmy jednak nie wypala, a beda sprzedawane w jednych boxach z pierwowzorem :/ to bedzie bolalo...

    /piwon

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie potrafię zrozumieć narzekań i "bólu" oglądania filmu na półce w boxie z innym filmem. "Blade Runner" to "Blade Runner", nie mniej nie więcej. Nie obchodzi mnie ile ma/będzie miał sequeli prequeli czy remake'ów, sam film się nie zmieni. Przypuszczam, że i dzisiaj można znaleźć go w boxie np. z filmami Forda czy Scotta. Nie wiem, ale nie obchodzi mnie to. Klasyk Scotta udowodnił, że nie tylko potrafi wytrzymać próbę czasu, ale i druzgocące recenzje krytyki, a także chybione decyzje producentów. Nie wyobrażam sobie, żeby jakiś sequel miał mu teraz jakoś zaszkodzić. A więc uszy do góry.

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie zaszkodzi, to pewne, no bo jak? Jednak taka decyzja budzi jedynie niesmak. podpieranie się kultem - w tym przypadku statusem uznanego dzieła - wywołuje zażenowanie ze względu na bezczelność producentów, którzy nie mają już żadnych zahamowań w sięganiu po klasyki. Indolencja twórcza jeszcze nie sięga zenitu, ale jesteśmy już bardzo blisko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podpieranie się kultem to nic nowego i pewnie stąd moje zaskoczenie Waszym oburzeniem. Taki proceder był, jest i będzie obecny w świecie filmu przez długie lata. Na całe szczęście oryginał ZAWSZE jest nietykalny i nigdy się nie zmieni, a w najlepszym wypadku prequel/sequel/remake może okazać się dobrym filmem. Niewiele osób dawało szanse "Genezie Planety Małp" gdy pojawiły się pierwsze wzmianki o prequelu filmu także przecież kultowego. Okazało się jednak (sądząc po pierwszych recenzjach), że powstał całkiem niezły film. Mnie sięganie po klasyki jako baza dla filmu jakoś nie przeraża, w najgorszym wypadku po prostu ich nie oglądam, a w najlepszym dostaje całkiem dobre kino. Niemniej zawsze wychodzę na tym zwycięsko, bo pierwowzór zawsze pozostanie nie tknięty, a często wzmianka o prequelu/sequelu/remake'u przypomina mi, że dawno nie widziałem oryginału:).

    OdpowiedzUsuń
  5. Blade runner jest dla mnie filmem wyjątkowym. Po jego obejrzeniu zmienił się całkowicie mój pogląd na kino i filmy. Moim zdaniem nikt nie powinien ruszać tego filmu, gdyż jest to dzieło kompletne. Mam nadzieję że ewentualne sequele/prequele nie powstaną, bo nigdy nie zbliżą się do poziomu oryginału.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dużo szumu o nic. To przecież nie pierwsze plany sequela "Blade Runnera". Co kilka lat jakiś nowy twórca ma "rewelacyjny pomysł". Zobaczę pierwszy zwiastun, uwierzę, że faktycznie taki film powstaje.

    Vito

    OdpowiedzUsuń

Najpopularniejsze posty Fetyszystów