poniedziałek, 18 lipca 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Gniot czy nie gniot od van Santa?

 Pojawił się zwiastun „Restless” Gusa van Santa.

Gus van Sant to przedziwny twórca. I do tego nieprzewidywalny. Trudno go przypisać do jakiegoś stylu, choć wspólny mianownik to zazwyczaj młodość, młodzi ludzie, nadzieje, eksploracja samotności itp.  Raz zrobi coś na opak, coś na przekór oczekiwaniom, a innym razem bawi się z mainstreamem i romansuje z hollywoodzkim stylem. Raz mu wychodzi, a raz nie - choć to pierwsze zdarza mu się częściej . Czy „Restless” mu wyjdzie?


Trudno powiedzieć. Zwiastun prezentuje się nad wyraz dobrze i łączy w sobie to, za co van Sant jest gdzieniegdzie znienawidzony - wolno, nudno i  emo - a w pewnych kręgach uwielbiany za skupienie, brak pośpiechu i socjologiczne zacięcie. Na pewno nie wygląda jak „Gerry”, „Paranoid Park” czy „The Last Days”, które były dość niestrawnymi dziełami pretensjonalnego twórcy, który próbował nawiązać do klimatu i sposobu narracji w doskonałym „Słoniu”. Na pewno „Restless” nie będzie rozkrzyczanym „Milkiem”, swoją drogą świetnym filmie biograficznym. Ten film widzi mi się gdzieś pomiędzy „Good Will Hunting” a „Moim własnym Idaho”, czyli formalnie ciepły i strawny dla większości, a pod względem treści nie mówiący banałów starający się nie mówić banałów.


Sama historia nie jest porywająca, choć emocjonalnie może mocno poruszyć, jest to bowiem miłośna opowieść o śmiertelnie (?) chorej dziewczynie i chłopaku, którego hobby to przechadzki na pogrzeby. Brzmi dość idiotycznie, ale wygląda nieźle. W rolach głównych Mia Wasikowska (rozkręca się dziewczyna i do tego w zaskakująco dobrym kierunku!) i Henry Hopper, dla którego będzie to aktorski debiut (nie licząc występu jako dzieciak gdzieś kiedyś).

Za scenariusz odpowiada debiutant, Jason Lew, który jest kumplem ze studiów Bryce Dallas Howard, producentki „Restless”.

W kinach raczej zginie, więc gdzie i kiedy się pojawi - o ile się pojawi - tego nie wie nikt, bo więcej niż 2 kopii w Polsce spodziewać się nie należy. 


PS. Właśnie zerknąłem na Zgniłe Pomidory i tych kilka recenzji nie nastraja optymistyczne. Bo jeśli Emanuel Levy pisze Though decently shot and acted, Van Sant's romantic melodrama might be one of his simplest and most conventional films, lacking his personal signature, to ja mu niestety wierzę. 


2 komentarze:

  1. postawiles paranoid park obok last days? oj no.

    OdpowiedzUsuń
  2. ale jacy oni ładni :)

    OdpowiedzUsuń

Najpopularniejsze posty Fetyszystów