Jeśli na „Drzewo życia”, zwycięzcę tegorocznego festiwalu w Cannes, nie udało się Wam dojść, to musicie wiedzieć, że jesteście w przytłaczającej większości tych, którzy olali najnowszy film Malicka. Film wszedł na ekrany kin w połowie roku i przemknął niezauważenie nie wywołując nawet większych dyskusji. Mam nawet wrażenie, że więcej się o nim mówiło przed premierą (i w czasie prezentacji w Cannes) niż po oficjalnym debiucie na ekranach rodzimych kin. Powody są w gruncie rzeczy dwa i można je zawrzeć w jednym zdaniu: kino artystyczne okazało się marketingową kulą u nogi. Niestety.
A Malick się nie poddaje i szykuje nowe filmy, z których każdy może być wydarzeniem i każdy sromotną porażką.
A Malick się nie poddaje i szykuje nowe filmy, z których każdy może być wydarzeniem i każdy sromotną porażką.
![]() |
| Malick i Bale na planie nowego filmu |














