pożegnania, czyli odejścia Roberta Sheehana z Misfits, które to jawi mi się jako Wielka Strata lub w najlepszym razie spóźnione i niesmaczne prima aprilis.
Oto Robert Sheehan (prawda, że urocze chłopię?):
Złą nowinę przyniósł mi kolega Crov, więc teraz mam powód, by mieć zły humor i zbywać warczeniem wszystkich, którzy będą próbowali wciągnąć mnie w rozmowę na tak pasjonujące tematy jak np. czwarty sezon Californication (bardzo nędzny swoją drogą). Bo tu się dzieje kolejna telewizyjna drama, a jakoś tak się składa, że nie mam się komu wypłakać w rękaw (odejście Elizabeth Perkins z Zielska miało ten plus, że integrowało ludzi, często bardzo widowiskowo; robiliśmy z kolegą żałobne show).
