czwartek, 16 czerwca 2011

Autor: Rafał Oświeciński

Przyszłość w The Future

Zaintrygował mnie zwiastun "The Future". Jak żaden inny w ostatnim czasie. 

Film to niezależny, należący do tzw. indie cinema w Stanach, które zazwyczaj króluje w czasie - i przede wszystkim - festiwalu Sundance, a także objeżdża kina studyjne i różnego typu przeglądy na całym świecie, nie zjednując sobie mas, ale zdobywając systematycznie wierną publikę. I dobre oceny oczywiście, bo sukces indie polega głównie na odwadze scenariuszy i jednoczesnej skromności realizacji, która uwypukla to, co ważne i oryginalne. 

W USA kino niezależne ma zresztą dwie twarze: artystyczną lub finansową. Ta pierwsza dotyczy tych, którzy tkwią gdzieś na uboczu mainstreamu kreując swoje światy za grubą kasę wielkich wytwórni, które w ten sposób kupują sobie "jakość" (Paramount Vantage, Fox Searchlight) - w ten sposób działa Gus van Sant, Aronofsky, Jarmush, Soderbergh, Kevin Smith i wielu innych, którzy wyrobili sobie nazwiska tworząc od lat na niezależnym gruncie i odnosząc oczywiście niemałe sukcesy. Ci drudzy, nie mogąc liczyć na wielomilionowe dofinansowanie, zbierają kasę latami i jak już ją zbiorą, to tworzą co chcą i jak chcą, z różnymi efektami. 

Oczywiście taka kategoryzacja nie ma najmniejszego sensu. Obecnie wszystko jest płynne, biznesowe relacje niejednoznaczne. Spotkać można niezależne debiuty za kilka baniek ("Thank You For Smoking") i za kilka tysięcy dolców ("Primer", "Once", "Clerks", "Paranormal activity"). Za plecami artystów stoją kinematograficzni "inwestorzy" i dystrybutorzy w jednym - Think Film, Magnolia Pictures, Newmarket, FilmFour itp. Ale może stać równie dobrze prywatna kasa, zdobyta różnymi sposobami. Zrobić film łatwo (bo kasę można jednak zdobyć) i trudno (coraz większa konkurencja i moda na indie). Nic jest pewne, nic nie jest do przewidzenia, dlatego jeśli coś się dobrego w kinie jankeskim dzieje, to właśnie w ukryciu, po cichu i z zaskoczenia. 


"The Future" Mirandy July stoi w niezależnym rozkroku właśnie: autorka dostała okrągły milion dolców na swój drugi film od maleńkich wytwórni, których doświadczenie nie pozwala na więcej. Zresztą - po co więcej, skoro "Przyszłość" wygląda błyskotliwie, odważnie i skromnie. I jest to do tego film, który wyskakuje jak Filip z Konopi stając się z miejsca mocnym kandydatem na film roku.

Tak wyglądał też poprzedni film Mirandy July, "Me, You and Everyone We Know", dzięki któremu ta niezwykle kreatywna osoba (reżyserka, scenarzystka, aktorka, performerka, malarka) zdobyła rozgłos w Cannes (nagroda dziennikarzy i trzy inne) i w Sundance (nagroda specjalna Jury), a także na wielu innych festiwalach. Film był świetny - klasyczne kino gadane (czyli świetne dialogi), bardzo dobrze zagrane (John Hawkes!) i po prostu inteligentne (o niemożliwości porozumienia, o kłopotach z interakcją, o skrywanych emocjach i rolach społecznych) i co cholernie ważne - pogodne, optymistyczne i to pomimo wielu gorzkich wniosków. Kto nie widział, niech poszuka - to naprawdę bardzo dobry, bezpretensjonalny debiut. 

A teraz czas na drugi film Mirany. "Przyszłość" jest dość tajemnicza. Wiemy tylko tyle, że znów będą eksplorowane podobne tematy, a sam film - sugerując się zwiastunem, zdjęciami i lakonicznymi opisami - trudno przypisać do jakiegoś gatunku. Para trzydziestokilkulatków adoptuje schorowanego kota, który jest jednocześnie narratorem tej opowieści, w której czas i przestrzeń łączone są do woli. Obyczajowy eksperyment? Dramat weterynaryjny? Fikszyn bez sajens? "The Future" to przedziwny twór mówiący wiele jednak o lękach i potrzebach. Kogo? Ludzi. W swojej formalnej i fabularnej odwadze Miranda July właśnie o ludziach nie zapomniała  - znowu jest bardzo blisko ich emocji i egzystencji, tu i teraz, nie pomijając jednak przyszłości, którą budują nadzieje i marzenia jej bohaterów. Zresztą, nie chcę z fabuły zdradzać za wiele. Sam filmu nie widziałem, a sugeruję się jedynie recenzjami ukazującymi się tu i ówdzie. Recenzjami pozytywnymi oczywiście. 

"Przyszłość" zawita do polskich kin w jednej kopii za jakieś 2 lata - to wariant optymistyczny. Prawdopodobnie jednak trafi może na jakiś przegląd, gdzieś i kiedyś, a na pewno zawita w tym roku do sklepu T - i warto wypatrywać na półce tego niezwykle zapowiadającego się dziełka. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze posty Fetyszystów