wtorek, 11 października 2011

Autor: Anonimowy

Mroczny Rycerz Powstaje. Ale czy zdoła?

Do premiery epickiego zwieńczenia sagi o Mrocznym Rycerzu pozostał niecały rok, ale już dziś  znajdujemy się w posiadaniu dużej ilości informacji na temat najnowszego filmu Nolana. Komercyjny sukces Mrocznego Rycerza oraz kultowa rola Heatha Ledgera, teoretycznie zawiesiły kontynuacji poprzeczkę bardzo wysoko. Piszę "teoretycznie", gdyż moje stanowisko na temat poprzedniej odsłony dalekie jest od składania pokłonów i bicia braw. Moim zdaniem nolanowski quasi-realizm zjadł swój własny ogon, Batman ponownie wrócił do roli bohatera drugoplanowego, a mądrości wygłaszane przez większość postaci równać się mogą jedynie z kwestiami Optimusa Prime'a z Transformers, czy Aleksandra z filmu Olivera Stone'a. The Dark Knight mocno podkopał autorytet Begins, który z taką konsekwencją budował Nolan w swoim pierwszym obrazie o Nietoperzu.


niedziela, 9 października 2011

Autor: Kubeczek

O świecie, którego już dawno nie ma, czyli moje refleksje nad filmami lat minionych

Filmy polskie przedwojenne to dla mnie filmy z dalekiej przeszłości. Stare rupiecie bądź filmy nie do oglądania, jak chcą niektórzy. I ja się z tym bardzo ale to bardzo nie zgadzam. Protestuję. Bo co to znaczy, że tego nie można już oglądać? Że trzeszczą? Że stare? To prawda. Ale rupiecie to są raczej filmy współczesne z domorosłymi i niewykształconymi aktorzynami, którzy mają złą dykcję, źle akcentują i źle grają. Za to wydaje się im, że jak wystąpili w pięciu serialach, to mogą pretendować do bycia wyrocznią i autorytetem Sztuki Filmowej. Czy to, że ja potrafię zaprojektować domek dla kota czyni mnie architektem?


piątek, 7 października 2011

Autor: tomashec

Eddie Murphy - reaktywacja?

Eddie Murphy jest jednym z najbardziej charakterystycznych i najciekawszych komików amerykańskich. Ten wywodzący się z Saturday Night Live aktor największe triumfy święcił w latach osiemdziesiątych. Wtedy to wykreował kilka niezapomnianych ról i dorobił się sporej kasy. Jego znakiem rozpoznawczym były słowa wypowiadane z szybkością karabinu maszynowego i niesamowity śmiech, którym dosłownie zarażał.

środa, 5 października 2011

Autor: Anonimowy

Resident Evil: Retribution. Światełko w tunelu?

Flirt Paula W. Andersona i Milli Jovovich z marką Resident Evil zaczął się całkiem znośnie. Resident Evil: Domenę zła z 2001 roku oglądało się w miarę bezboleśnie. Pociągająca i wiarygodna w roli agentki z amnezją Jovovich, niezły drugi plan, pomysłowy skrypt z twistem, klimat podziemnych laboratoriów Umberlli, wreszcie szalenie nakręcający epilog. Mimo sukcesu w box office i niezgorszych opinii recenzentów, muszę zgłosić pewien sprzeciw. Mówimy tutaj przecież o adaptacji słynnego cyklu gier firmy Capcom, która paradoksalnie ma niewiele z serią RE wspólnego. Podziemne centrum badawcze, rezydencja, zombie, dobermany, szalejący Licker czy akcja w metrze, to nic innego jak luźne wykorzystanie pojedynczych elementów z gier, a nie Resident Evil opowiedziany językiem kina. Jak pokazała przyszłość, takie podejście do konsolowego/komputerowego pierwowzoru rozpoczęło proces, który w prostej linii doprowadził do wysypu katastrofalnych kontynuacji.


poniedziałek, 3 października 2011

Autor: Rafał Donica

Osama w sosie gore

Produkcja lwiej części współczesnych filmów rozrywkowych pokroju „Ghost Ridera”, „Drive Angry”, „Cowboys & Aliens”, czy „Green Lantern”, powinna zakończyć się na etapie trailera. Tylko wówczas miałyby one szansę zapisania się pamięci widzów w pozytywny sposób. Gdybym nie obejrzał takich „Transformers 2” czy „Nostalgii anioła” i opierał się tylko na ich piorunująco dobrych zapowiedziach, do dziś byłbym przekonany, że czeka mnie przednia filmowa uczta. Fake trailer „Maczety” stworzony na potrzeby przerw reklamowych w podwójnym seansie tarantinowsko-rodriguezowego „Grindhouse” był tak dobry i tak bardzo spodobał się publiczności, że na fali jego popularności postanowiono dorobić do niego film. Niestety, gotowy produkt nie dorównał „zajebistością” swojej zajawce i w sumie nic by się nie stało, gdyby ”Maczeta” pozostała w postaci przerywnika reklamowego w Grindhouse, wciąż rozpalając wyobraźnię widzów. Kilka dni temu natrafiłem w sieci na prawdziwą perełkę wśród trailerów - zapowiedź filmu „Zombinladen: The Axis of Evil Dead”! Tak drodzy czytelnicy, Osama żyje (znowu) i ma się dobrze, to znaczy na tyle dobrze, na ile dobrze można mieć się jako zombie…


sobota, 1 października 2011

Autor: Karol

Gniew elektronicznego boga

Pojawienie się na polskim rynku takiej mangi jak "Pluto" to wydarzenie wyjątkowe z kilku powodów. Po pierwsze - jest to tytuł (wbrew pozorom) niełatwy i czasem nieprzyjemny, a takie sprzedają się trudno, a wydawcy boją się wprowadzać je na rynek. Po drugie - jest to pierwsza wydana w naszym kraju manga Naoki Urasawy – czołowego humanisty współczesnego japońskiego komiksu, o którego "21st Century Boys" i - przede wszystkim - "Monster" zapewne jeszcze tu napiszę. I po trzecie - jest to historia o robotach, które były na wojnie, a teraz mają z tego powodu koszmary. I wyrzuty sumienia.

czwartek, 29 września 2011

Autor: Anonimowy

Ofensywa studia Ghibli

Hayao Miyazaki to reżyser kultowy. Począwszy od Nausicii z Doliny Wiatru z 1984 roku, przez Księżniczkę Mononoke, oscarowe Spirited Away, aż po dziś dzień, japoński twórca dostarcza kolejne nieprzeciętne animacje. Oprócz pięknych historii i doskonałej oprawy, filmy ze studia Ghibli dokonują czegoś jeszcze - w przeciwieństwie do większości wspaniałych anime, udaje im się porwać głównonurtowych widzów, także w Polsce. Z tym większym żalem muszę stwierdzić, że po odebraniu Oscara za W krainie bogów, zarówno studio Ghibli, jak i sam Miyazaki, wyraźne spuścili z tonu. Ruchomy Zamek Hauru, Opowieści z Ziemiomorza Goro Miyazakiego, infantylne nawet dla podrostków Ponyo czy ostatni film, Pożyczalska Arrietty, to produkcje nad wyraz poprawne, brak im jednak iskry bożej, która charakteryzowała poprzednie obrazy studia.

wtorek, 27 września 2011

Autor: Unknown

Portret znanego mężczyzny z wąsem


Już w listopadzie Andrzej Wajda rozpoczyna zdjęcia do „My, naród polski”.

Lech Wałęsa to postać niezmiernie ciekawa - cóż za banał! sorry - ale niezmiernie też intrygująca pod względem filmowym właśnie, z powodu wielu skrajności (czyli oceny tego co robił, jak i z kim) i niesamowitego tła historycznego, społecznego i politycznego. Tak naprawdę i wcale nie przesadzając „film o Wałęsie” może być dziełem wybitnym. Może. 

Najpopularniejsze posty Fetyszystów